sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 32


Następnego dnia rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Jeszcze na wpół śpiąc wyplątałem się  z objęć Harry'ego i koca, który owinął się wokół nas, plącząc się między naszymi ciałami. Ruszyłem, by otworzyć. Zanim dotarłem, ktoś zapukał drugi raz, dając tym samym do zrozumienia, że się niecierpliwi.
- Już idę!- krzyknąłem jednocześnie zastanawiając się kto mógłby chcieć  czegoś ode mnie o tej porze.
Przekręciłem klucz w zamku i uchyliłem drzwi. Za nimi zobaczyłem Liama, który ze zdenerwowaniem stukał butem o ziemię.
- Co się stało?- Zapytałem przecierając oczy.
Wszedł do środka nawet nie pytając o pozwolenie. Jego twarz była bardzo poważna. Miałem złe przeczucia.
- Dzwonili do mnie z Modestu, bo wy oczywiście nie odbieracie.
No tak, moje przeczucia właśnie się potwierdzają.
- Czego chcieli?
- Eleanor jest w szpitalu...-widząc moje pytające spojrzenie dodał- pobiły ją fanki.
Nie wiem czemu, ale zacząłem się śmiać. Liam patrzył na mnie jak na idiotę.
- Masz może do nich numer?- Zdołałem wykrztusić pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu.
- Do kogo?- Zapytał wyraźnie zdezorientowany i zmarszczył brwi.
- No do tych dziewczyn, które ją pobiły. Muszę im podziękować- Wyjaśniłem cały czas chichocząc.
- Jesteś idiotą- Brązowooki pokręcił głową.
- Kto przyszedł?- Krzyknął zaspany Harry po chwili ukazując się w przedpokoju.- o cześć Liam, co się stało?
- Fanki pobiły Eleanor i teraz leży w szpitalu.
Lokowaty zareagował tak samo jak ja. To znaczy śmiechem.
- Żartujesz?
- Otaczają mnie idioci- Wzniósł oczy ku niebu- Na waszym miejscu nie cieszyłbym się tak, bo Louis musi jechać teraz do tego szpitala i siedzieć przy niej.
- Słucham?!- Krzyknąłem równocześnie z moim chłopakiem.
Spojrzałem najpierw na niego, potem na naszego gościa z niedowierzanie wymalowanym na twarzy.
- A co wy myśleliście? Media już czekają pod szpitalem. Zaraz ktoś przyjedzie, żeby cię zabrać do Eleanor.
- Nigdzie nie jadę- Powiedziałem stanowczo i skrzyżowałem ręce na piersi.
- Masz 10 minut, szykuj się.
Nagle odezwał się telefon Liama.
- Halo?-Odebrał- no tak, właśnie u niego jestem i wszystko mu przekazałem, ale stwierdził, że nigdzie nie jedzie... Dobra, już daję.
Podał mi telefon, ale odwróciłem się do niego plecami kręcąc głową.
- Nie chce rozmawiać... Okej...- zwrócił się do mnie- Louis jak w tej chwili nie weźmiesz tego cholernego telefonu, nie będziecie mieszkać razem z Harry'm.
A więc szantaż...
- Dawaj mi go!
Podał mi Iphone'a, a ja wybuchnąłem.
- Co wy sobie do cholery wyobrażacie?! Nie macie prawa tak nami pomiatać! Nie na to się godziliśmy podpisując ten pieprzony świstek papieru!
- Louis uspokój się- Odezwał się mężczyzna po drugiej stronie.
- Jak mam się uspokoić, skoro wy stawiacie mnie w takiej sytuacji?!
- Zaraz przyjedzie ktoś po ciebie i pojedziesz do tego szpitala. Wejdziesz głównym wejściem. Zrobią ci trochę zdjęć, posiedzisz chwilę przy niej i wyjdziesz- Zaczął mi wyjaśniać- Tak trudno?
- Tak, trudno! Nie będę przy niej siedział!
- To tylko chwila. Proszę cię Louis. Pojedź tam, udawaj smutnego. Tylko tyle.
- To nie jest tylko tyle, bo znając was i wasze genialne pomysły, będziecie mi kazali  przesiadywać tam dzień w dzień, co najmniej przez tydzień!
- Ale zrozum, to twoja dziewczyna- powiedział spokojnie mężczyzna.
- Ona nie jest, nigdy nie była i nigdy nie będzie moją dziewczyną!- Wydarłem się do słuchawki.
- Ale inni myślą, że jest.
- A myślicie, że dlaczego ją pobili? Jakoś Perrie, albo Danielle nigdy nie pobito, a Eleanor już po trzech dniach od pierwszego spotkania ze mną wylądowała w szpitalu. Myślicie, że fani nie domyślają się, że to ustawka? To widać i choć byście dali mi sto takich Eleanor, to nie c nie da! A wiecie dlaczego? Bo jestem gejem! Jestem pierdolonym gejem rozumiecie?! Żegnam!
Rozłączyłem się i cały roztrzęsiony podałem telefon Liamowi. On wraz z Harry'm patrzyli na mnie w osłupieniu z szeroko otwartymi oczami. Po chwili brązowooki otrząsnął się i pokręcił głową.
- Będziesz miał kłopoty...
- Moje życie to jeden wielki kłopot- westchnąłem.
- Dobrze ci radzę, jedź tam.
- Nie rozumiesz?- Zapytałem z niedowierzaniem- Oni będą kazali mi przesiadywać u niej  co najmniej przez tydzień.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ubieraj się dalej, bo znając ich zaraz tu będą i wpakują cię siłą do samochodu.
Spojrzałem na Harry'ego. Spuścił wzrok, ale wiedziałem, że z trudem powstrzymuje łzy. Podszedłem do niego i mocno przytuliłem.
- Przepraszam- powiedziałem i pocałowałem czule w policzek.
Liam cały czas stał i przyglądał się nam w milczeniu. Mój chłopak wtulił się we mnie.
- Szykuj się- Wyszeptał.
Jeszcze raz go przeprosiłem, na co tylko pokiwał głową.
Poszedłem do sypialni ubrać się, a potem do łazienki. Szybko umyłem zęby i potargałem sobie włosy uzyskując "artystyczny  nieład".
Zszedłem na dół i żegnając się z Harry'm czułym pocałunkiem, oraz przytulając Liama wyszedłem przed dom. Samochód właśnie wjeżdżał na podjazd.
Wsiadłem do niego nie zaszczycając nikogo w środku spojrzeniem, nie mówiąc nawet o słowach powitania. Pojazd ruszył. Wyjrzałem jeszcze przez szybę i zobaczyłem jak Harry stoi smutny w drzwiach. Nawet z tej odległości mogłem dostrzec, że płacze. Jego łzy lśniły w porannym słońcu. Liam objął go pocieszająco i coś do niego mówił. Lokowaty pokiwał ze smutkiem  głową i przytulił brązowookiego na pożegnanie, a potem zamknął za nim drzwi.
Wyjechaliśmy na główną ulicę.

________________________________________

Witajcie kochani!!!
Jak tam wakacje mijają? Bo mi okropnie.
Wybaczcie, że tak długo czekaliście na ten rozdział, ale kompletnie nie miałam weny i zastanawiałam się, czy nie rzucić tego wszystkiego w cholerę i zacząć może coś nowego. Ale stwierdziłam,  że już tak niewiele zostało i dam radę to skończyć. Jeśli mi się uda chciałabym to napisać do końca wakacji, ale nie wiem czy dam radę. Zobaczymy ;)
Jak Wam się podoba?  Piszcie w komentarzach, oraz oddajcie swój głos w sondach jeśli jeszcze tego nie zrobiliście ;)
Jeśli macie jakieś pytania, lub chcecie pogadać, zapraszam na Aska lub Twittera. Piszcie śmiało, nie gryzę, a chętnie porozmawiam. Strasznie mi się nudzi, więc piszcie ;D
No to do następnego ;) Nie wiem kiedy dodam, więc jeśli chce ktoś być informowany, niech do mnie napisze na asku lub tt.
Kocham Was  i dziękuję za wszystko
❤❤❤

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 31


- Cześć, jestem Eleanor.
- A to ci niespodzianka- Powiedział sarkastycznie Harry.
Trąciłem go lekko łokciem w żebra.
- No co?
- Zachowuj się- Szepnąłem i odwróciłem się do dziewczyny.- a to jest Harry, Liam, Niall i Zayn- powiedziałem wskazując kolejno na chłopaków.
- Miło mi was poznać- uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę do Harry'ego.
- A nam wręcz przeciwnie- mruknął mój chłopak, za co znowu dostał kuksańca w bok.
Eleanor po chwili zrezygnowała z wyciągniętej ręki w stronę Harry'ego i podała ją reszcie chłopaków, którzy zachowali się trochę lepiej niż zielonooki, bo ją choć niechętnie ale uścisnęli.
- Idziemy gdzieś chłopaki?- Zapytał Niall z naciskiem na ostatnie słowo.
- Możemy-powiedziałem- ale gdzie?
- Chodźmy na pizzę- zaproponował błagalnym tonem.
- Ok- Zgodziliśmy się i skierowaliśmy w stronę ulicy.
Eleanor stała niezdecydowana, ale po chwili z cichym westchnieniem ruszyła za nami. Nie zwracaliśmy na nią szczególnej uwagi. Rozmawialiśmy między sobą, śmiejąc się głośno. Gdy dotarliśmy do pizzeri, zaczęliśmy się sprzeczać, jaką pizzę zamówić. W końcu wybraliśmy i usiedliśmy przy pięcioosobowym stoliku. Spojrzałem na dziewczynę, a ta stała smutna. Zrobiło mi się jej żal.
- Może usiądziesz mi na kolanach- zaproponowałem niepewnie- ludzie porobią zdjęcia i Modest będzie szczęśliwy.
- Co?!- Wykrzyknął Harry- Louis kurwa mać, co ty do cholery powiedziałeś?!
Szatynka podskoczyła słysząc ten nagły wybuch Harry'ego.
- Nie, dzięki, pójdę już. Bardzo miło było mi was poznać. Do zobaczenia.
- No nareszcie- Powiedział mój chłopak.
- Pa- Pożegnali się pozostali.
Gdy dziewczyna oddaliła się trochę, Harry wybuchnął.
- Louis, co to do cholery miało być?!
- Harry, uspokój się, tu jest pełno ludzi- Zauważył przytomnie Liam.
- Gówno mnie to obchodzi, co to było?!
Spuściłem wzrok.
- Przecież wiesz, że Modest kazał.
- Wogóle nie liczysz się z moimi uczuciami Louis, wiesz jak ja się czułem?
- Spokojnie kochanie, przecież...
- Kochanie?- Louis zraniłeś mnie, bardzo mnie zraniłeś...
Spojrzałem mu w oczy. Były zaszklone.
- Przepraszam, chciałem...
- Dzisiaj śpisz na kanapie!
- Dobrze, nich będzie- Powiedziałem skruszony.
- Harry, a ty jak się zachowywałeś? Rozumiem, że jej nie lubisz, ale trochę kultury! Mógłbyś powstrzymać się od tych złośliwych komentarzy. Eleanor starała się być miła i to naprawdę nie jest jej wina, że robi za dziewczynę twojego chłopaka- Zayn stanął w mojej obronie.
- Mogła się nie zgadzać.
- Jej ojciec pracuje dla Modestu, nie miała tu nic do powiedzenia- Wtrąciłem nieśmiało- Harry proszę, nie gniewaj się na mnie. Przepraszam, to się więcej nie powtórzy. Porozmawiam z menagerami.
- To nic nie da- wtrącił Niall.
- Zamknij się- Powiedział Liam i szturchnął blondyna w bok.
- Ał, no co?
W tym momencie przywieźli pizzę, więc Niall powstrzymał się od dalszej dyskusji, zabierając się za jedzenie.
Chłopcy jeszcze długo przekonywali Harry'ego, że przecież nic takiego się nie stało i żeby się tak nie złościł. Lokowaty w końcu im uległ i przeprosił za swoje zachowanie.
- Ale i tak śpisz dzisiaj na kanapie.
- Jesteś pewien?
- Nie patrz na mnie w taki sposób, nie nabierzesz mnie na śliczne oczka.
- Nie?
- Nie.- Odparł stanowczo i odwrócił wzrok.
Gdy z pizzy nie zostały już nawet okruszki, wstaliśmy od stolika i ruszyliśmy spacerkiem w stronę naszych mieszkań.
Po drodze rozdaliśmy kilka autografów i pozowaliśmy do zdjęć z fanami. Potem pożegnaliśmy się z chłopakami i weszliśmy do naszego apartamentu.
Harry próbował mnie ignorować ale słabo mu to wychodziło. Co chwilę przyłapywałem go na tym, jak na mnie spoglądał. Udawałem, że tego nie zauważam i nie odzywając się do niego poszedłem wziąć prysznic. Nałożyłem czyste bokserki oraz luźną koszulkę, poszedłem do sypialni, by zabrać swoją poduszkę i ruszyłem na dół do salonu. Znalazłem jakiś koc i ułożyłem się na kanapie przykrywając nim.
Harry w tym czasie poszedł do łazienki, również wziąć prysznic. Próbowałem zasnąć, ale nie mogłem, przyzwyczajony do obecności ciała mojego chłopaka obok mnie. Gdy zielonooki wyszedł z łazienki, zszedł jeszcze na dół i powiedział mi "dobranoc". Również życzyłem mu miłej nocy i przymknąłem powieki.
Nie mogłem skupić się na tym, by zapaść w sen. Próbowałem różnych sposobów, ale nic nie pomogło. W końcu zrezygnowany sięgnąłem po telefon i wszedłem na Twittera. Harry dodał tweeta:
"Nie mogę spać".
Napisałem do niego na dm:
" Trzeba mnie było nie wyganiać na kanapę"
"Kara musi być"
" To teraz nie narzekaj"
" Wcale nie narzekam, po prostu podzieliłem się z fanami tym, co aktualnie robię, a ty nie musisz wcale tego czytać...a może jesteś moim fanem hm?
" No jasne, ze jestem, a Ty moim nie?"
" Skarbie jestem Twoim najwierniejszym i najbardziej oddanym fanem"
" Kocham Cię"
" Ja ciebie też"
Po chwili usłyszałem jak otwierają się drzwi od sypialni. Harry zszedł po schodach i ukazał się na dole, trzymając w ręce poduszkę. Podszedł do kanapy i niepewnie przysiadł na brzegu. Zachęcająco odgiąłem róg koca i przesunąłem się, by zrobić mu miejsce. Szybko położył się obok mnie. Otuliłem nas kocem i przytuliłem mocno mojego chłopaka całując jego usta. Odwzajemnił pocałunek i wtulił się we mnie mocniej.
Wplotłem rękę w jego loki i delikatnie je gładziłem. Z jego ust wyrwał się pomruk zadowolenia. Ułożyłem się wygodnie, opierając swoją głowę na jego klatce piersiowej i w końcu zasnąłem ukołysany biciem jego serca.

__________________________________

No to dzisiaj może nie będę się tak rozpisywać jak ostatnio xD Napiszę tylko tyle, że dziękuję Wam wszystkim i proszę o komentarze. Jeśli ktoś chce być informowany o kolejnych rozdziałach, nie napisze do mnie na Ask'u, lub Twitterze. Jeśli chcecie o coś spytać lub pogadać, też śmiało piszcie, chętnie odpowiem ;) Zachęcam również do brania udziału w sondach, które znajdziecie po prawej stronie. Pozdrawiam i do następnego <333

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 30



 W całym mieszkaniu unosił się przyjemny aromat pieczonego ciasta. Mojego chłopaka znalazłem w kuchni. Rozkładał właśnie  talerze na stole.. Podszedłem do niego i przytuliłem od tyłu. Obrócił się w moich ramionach i czule odnalazł moje usta swoimi.  Pocałunek trwał bardzo długo i gdy już naprawdę nie  mieliśmy powietrza w płucach, dopiero wtedy został przerwany.
- Jak poszło?
- Daj spokój...
- Jak dziewczyna?
- Nic nie mów...
- Aż tak źle?
- Starałem się być miły i ona też. To tyle... Ma chłopaka. Nie musisz być zazdrosny.
- Cały Twitter o was mówi.
 Westchnąłem spoglądając w zielone oczy Harry'ego. Wyobrażałem sobie co musiał przeżywać patrząc na nasze zdjęcia i czytając te wszystkie tweety.
- Taki był cel.
- Smutno mi. Dlaczego my nie możemy  po prostu wyjść i pochodzić po sklepach trzymając się za ręce?
- Nie wiem.... Przepraszam.
- Nie przepraszaj. To nie twoja wina Louis. Eleanor jest w miarę okej?
- Nie, nie jest okej, bo nie jest tobą.
- Wiem kochanie, ale czy da się z nią wytrzymać?
- Myślę, że jak na razie tak. Zobaczymy jak będzie później. Czy z miłej dziewczyny nie zmieni się w okropną zołzę.
- Więc jest miła?
- Na razie- Uśmiechnąłem się- ale to ciebie kocham.
Zarumienił się delikatnie, a w jego policzkach pojawiły się urocze dołeczki, gdy usta ułożyły się w delikatny półksiężyc.
- Obiecałeś mi coś...
Wyplątał się z moich objęć i  położył talerz z pokrojonym ciastem na  blacie stołu.
- Proszę. Mam nadzieję, że będzie ci smakować. Oczywiście nie może równać się z  wypiekami twojej babci, ale myślę, że jest zjadliwe.- Zachichotał.
Usiadłem do stołu i spróbowałem.
- Kochanie, jest pyszne. Moja babcia ma konkurencję.
Gdy zjadłem, poszliśmy  do naszej sypialni. Położyliśmy się obok siebie na wielkim łóżku i patrzyliśmy sobie w oczy, co chwilę składając na swoich ustach słodkie pocałunki.
Mógłbym tak leżeć bez końca, wpatrując się   w szmaragdowe tęczówki mojego chłopaka, lecz po dwóch godzinach tych drobnych czułości postanowiliśmy, że weźmiemy razem prysznic.
Gdy gorąca woda obmyła nas ze wszystkich przeżyć dzisiejszego dnia, poszliśmy do z powrotem do sypialni i zasnęliśmy w swoich objęciach.

~*~

Rano obudziły mnie promienie słońca wpadającego przez niezasłonięte okna. Sięgnąłem ręką szukając obok znajomego ciała, jednak napotkałem pustą przestrzeń. Wystraszony zerwałem się z łóżka i zbiegłem na dół. Harry siedział jak gdyby nigdy nic przy stole, jedząc płatki z mlekiem. Gdy wszedłem, podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się delikatnie.
- Witam mojego kochanego śpiocha- Poklepał miejsce na swoich kolanach, więc bez zastanowienia usiadłem  na nie.
Pocałowałem jego usta na przywitanie i  mocno go przytuliłem. W jego ramionach poczułem się bezpieczny.
- Wystraszyłeś mnie, wiesz?
- Dlaczego?
- Nie było cię przy mnie gdy się obudziłem. Myślałem... że ...
- Ciii. Jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram.
- Obiecujesz?
- Tak skarbie. Nigdy ię nie zostawię. Zbyt wiele dla mnie znaczysz.
- Kocham cię Harry.
Nie odpowiedział, ale zamiast tego przytulił mnie mocniej i zatopił twarz w moich włosach, całując mnie czule w głowę.
- O której masz spotkanie?
Spojrzałem na zegarek. Była  8.46.
- O 10.00- powiedziałem i wstałem, by przygotować sobie  śniadanie.
Gdy je zjadłem, poszedłem do sypialni ubrać się. Potem wyszedłem z domu całując czule mojego chłopaka i rzucając mu na pożegnanie pełne żalu spojrzenie.

~*~

Poszliśmy z Eleanor do parku i usiedliśmy na ławce z kawą ze Starbucksa. Coraz bardziej mi się to wszystko nie podobało. Nudziło mi się z nią. Nie mieliśmy o czym rozmawiać. Cały czas pisałem SMS-y z Harry'm nie zwracając większej uwagi na moją "dziewczynę".
W końcu zdenerwowała się  brakiem uwagi z mojej strony. Lubiła być w centrum zainteresowania. Wstała więc i podeszła do jakiejś dziewczyny, której nie znałem. Pewnie napisała do niej, żeby tu przyszła.
Postanowiłem zadzwonić do mojego chłopaka. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Halo?- Usłyszałem wspaniały ochrypły głos, który tak bardzo kochałem.
- Stęskniłem się. Wiesz jak tu nudno?
- Eleanor nie zapewnia ci rozrywki?
- Daj spokój. Napisała do jakiejś koleżanki, żeby tu przyszła i teraz z nią gada. Może zbierzesz chłopaków i przyjdziecie do nas?
- Mogę zadzwonić, ale... będzie tam ta dziewczyna?
- Spróbuję ją wygonić... a może chciałbyś ją poznać?
- O nie. Nie ma mowy.- Powiedział stanowczo.
- Ale zobaczyłbyś, że nie ma tu o co być zazdrosnym.
- Ale ja nie jestem zazdrosny... Jestem?
- Jesteś  skarbie.
- No dobrze, ale tylko na chwilę. potem ma sobie iść.
- Oczywiście.
- Ok, to dzwonię po chłopaków. Do zobaczenia.
- Pa kochanie.
Rozłączyłem się i wpatrywałem w ekran. Po chwili  usłyszałem sygnał wiadomości.
"Załatwione, już jedziemy <3"
Szybko wystukałem odpowiedź:
"Czekam z niecierpliwością. Jesteśmy przy stawach ;)"
Po dwudziestu minutach zobaczyłem jak zmierzają w naszą stronę. Niall jak zwykle z czegoś się śmiał. Harry wypatrywał mnie, więc  wstałem z ławki i mu pomachałem. Zacząłem iść w ich kierunku. Gdy dzieliło nas pięć metrów, rozłożyłem szeroko ramiona, czekając aż Harry się do mnie przytuli. Jednak zamiast niego, wepchnął się blondyn, a zaraz za nim Zayn i Liam. Lokowaty  spiorunował ich wzrokiem i brutalnie odsunął  ode mnie Niall'a, który przyczepił się mojej ręki. Przytulił się mocno i z lekkim wahaniem, pocałował szybko w policzek. Spojrzałem na niego i lekko przestraszony rozejrzałem się wokół, czy nikt tego nie widział. Na szczęście w pobliżu nie było nikogo, a Eleanor z koleżanką były zbyt pochłonięte rozmową i dodatkowo odwrócone w drugą stronę, by to zauważyć. Przed chłopakami oczywiście nie musieliśmy niczego ukrywać.
- No i gdzie ta twoja dziewczyna?- Zapytał Zayn.
- To nie jest moja dziewczyna!- Wykrzyknąłem wkurzony i spojrzałem w stronę Eleanor i jej koleżanki.
Właśnie się żegnały.
- Chcecie ją poznać?
- Chyba nie mamy wyboru- Powiedział Liam  patrząc na zmierzającą w naszym kierunku brunetkę.
Podeszła do nas i uśmiechnęła się słodko.

_______________________________________________________

Witajcie. Rozdział dodaję dzisiaj, już za piątek, ponieważ nie wiem jaka będzie wtedy sytuacja. Nie jestem pewna czy będę miała wtedy dostęp do Internetu, a dzisiaj mam trochę czasu. Więc w piątek nie będzie rozdziału.
Mam nadzieję, że ten się spodobał, chociaż mnie tak nie bardzo. Akcja jest strasznie nudna. Czy Wy też uważacie, ze trochę tu za słodko? Może znowu wplotę jakiś szpital czy coś haha. Co o tym myślicie? Nie chcę, żeby opowiadanie było aż tak cukierkowe. Coś się musi dziać, a nie ciągle: "uśmiechnął się", "Pocałowałem go", "Kocham cię" itp. itd. No nie wiem może coś uda mi się wstawić, żeby więcej się działo. Następny będzie o niebo lepszy, obiecuję <333 Mam nadzieję, że nie zanudziliście się na śmierć? ;)
Wow to już 30. Nie wiedziałam, ze zajdę tak daleko. Ale to tylko dzięki Wam. Spodobało mi się strasznie pisanie. Pamiętajcie. Każdy komentarz motywuje bardziej. Mam w planach skończyć pisać to ff w te wakacje, ale publikować będę jeszcze w roku szkolnym. Chciałabym zabrać się do kolejnego. Mam kilka pomysłów, ale nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie.
Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam na Ask'a:  http://ask.fm/alwaysinmyheartlarry
Lub Twittera:  https://twitter.com/idklarry6969
Jak chcecie być informowani o kolejnych rozdziałach, ponieważ w wakacje mogą one nie być dodawane regularnie. Zgłoście się tu, lub tu. Dla mnie to obojętne gdzie, jak Wam wygodniej. ;3
Jeśli chcecie po prostu pogadać, również zachęcam. Nie gryzę ;)
Pytajcie o co chcecie, piszcie co chcecie.
Więc jeszcze raz zachęcam do zgłoszenia się do informowanych.
Jeśli możecie zostawcie komentarz pod rozdziałem. To dla mnie naprawdę wiele znaczy.
Zagłosujcie w sondzie po prawej stronie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Bardzo mi tym pomożecie ;3
Ale się rozpisałam. Dobra, już nie zajmuję Wam więcej czasu i tak nikt pewnie nie czyta tego co tu piszę.
Dziękuję Wam za wszystko. Życzę udanych wakacji, żeby pogoda dopisywała. Kocham Was wszystkich. Do następnego <333


czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 29


Nazajutrz musiałem siłą wyciągnąć Louis'ego z łóżka, by nie spóźnił się na spotkanie. Spojrzał wtedy na mnie błagalnym wzrokiem i zrobił słodkie oczka, jak kot ze Shreka, ale nie dałem się zwieźć. Nie mógł tak po prostu olać spotkania, ponieważ wszyscy ponieślibyśmy tego konsekwencje. Na pocieszenie zrobiłem mu śniadanie do łóżka i obiecałem upiec ciasto marchewkowe. Gdy o tym usłyszał- wstał aczkolwiek niechętnie i podszedł do szafy, aby wybrać jakieś ubrania. Przyglądałem mu się w milczeniu, gdy dobierał koszulkę do swoich czarnych rurek, które podwinął do kostek. Na stopy nałożył swoje ulubione czarne Vansy i spojrzał na mnie z miną męczennika. Chciałem choć na chwilę odwrócić jego myśli od spotkania, by się tak nie stresował, więc zapytałem.
- A jak tam twój tyłek?
Zachichotał. Chyba mi się udało.Podszedł do mnie.
- Całkiem nieźle- Uśmiechnął się słodko i pocałował mnie czule. Przytuliłem się mocno do niego i odwzajemniłem pocałunek. Wplotłem dłonie w jego włosy i przyciągnąłem do siebie jeszcze bliżej. Po chwili jednak wyplątał się z moich ramion i posmutniał.
- Naprawdę muszę tam iść?
Westchnąłem.
- Rozmawialiśmy już o tym.
- Wiem, ale miałem nadzieję, ze zmienisz zdanie.
- Przykro mi. Wiesz, ze mnie ta sytuacja też nie bawi. Już jestem zazdrosny, nawet nie znając tej dziewczyny, a co dopiero gdy zaczniesz się z nią spo...
Nie skończyłem zdania, bo uciszył mnie pocałunkiem.
- Nie wypowiadaj tego słowa- powiedział, gdy oderwał się od moich warg.
- Dobrze skarbie. Kocham cię.
- Też cię kocham. Przetrwamy to jakoś. Będzie ciężko, ale damy radę.
- Tak damy radę- powtórzyłem wzdychając smutno.
Pocałowałem go raz jeszcze. Potem odsunąłem się i spojrzałem w jego błękitne oczy.
- Powinieneś już iść.
- Wiem.
- Obiecuję, że jak wrócisz, będzie czekać na ciebie ciasto marchewkowe i moje ramiona, żebyś mógł się wypłakać, a potem zobaczymy, co da się zrobić, by pomóc ci zapomnieć o tym nieszczęsnym spotkaniu- Uśmiechnąłem się delikatnie i poklepałem go po ramieniu. - Powodzenia.
- Żegnaj Harry.- Powiedział i wyszedł.
Obserwowałem jak sunął mokrą od deszczu ulicą. Szedł jak na skazanie. Było mi go strasznie żal i wiedziałem, że to strasznie osłabi nasz związek, ale nie mogłem  nic zrobić w tej sprawie. Mogłem tylko go wspierać i modlić się, żeby Modest nie dał również mi dziewczyny, co by kompletnie wykończyło psychicznie Louis'ego i mnie. By zająć czymś myśli, postanowiłem poszukać przepisu na ciasto i zacząć je przygotowywać.

*Perspektywa Louis'ego*

- A to jest właśnie Eleanor.- Mężczyzna wskazał na drobną brunetkę z falowanymi włosami. Uśmiechnęła się nieśmiało.
- Cześć- Powiedziała cicho i podała mi rękę.
Nie miałem najmniejszej ochoty jej uścisnąć, ale zmusiłem się do sztucznego uśmiechu, a raczej wywinięciu warg na jego kształt i niechętnie nią potrząsnąłem.
- Więc zaczynamy już od dzisiaj. Za godzinę chcę was widzieć zakochanych w sobie po uszy. Teraz wyjdziecie gdzieś razem, żeby się lepiej poznać. Potem pójdziecie gdzieś, gzie jest dużo ludzi, żeby zrobili wam dużo zdjęć, żeby było ich dużo w serwisach społecznościowych, żeby było dużo plotek, żeby je można było oficjalnie potwierdzić na twoim Twitterze Louis.
- Skończyłeś?- Zapytałem niezbyt uprzejmie.
Mężczyzna zacisnął tylko zęby. Eleanor od cichego 'cześć' nie odezwała się ani słowem.
- Macie okazywać sobie dużo czułości: trzymać się za ręce, przytulać...
- Ta, zaraz pójdziemy razem do łóżka i nakręcimy sex taśmę!- Przerwałem mu w połowie zdania sarkastycznie. No bo co on sobie do cholery wyobraża?!
- Idźcie już, porozmawiajcie ze sobą i poznajcie się trochę...
Wyszliśmy z siedziby. Przepuściłem dziewczynę w drzwiach, trzaskając nimi głośno za sobą.
- To gdzie chcesz iść?-Zapytałem.- Możemy porozmawiać przy jakiejś kawie, czy coś...
- Lubię chodzić do Starbucksa - Powiedziała nieśmiało.
- Okej, chodźmy.
Udaliśmy się tam i usiedliśmy przy najbardziej oddalonym od wejścia stoliku. Zamówiliśmy po kawie.
- Więc opowiedz mi coś o sobie- Zacząłem, by tylko przerwać tą niezręczną ciszę.
- Hmm... Mam na imię Eleanor... Eleanor Calder. Mój tata pracuje dla Modestu i kazał mi udawać twoją dziewczynę. Nie myśl sobie, że się w tobie zakocham, czy coś...- Zawahała się, nie wiedząc, czy dodać to, co zamierzała. Po krótkiej chwili jednak się zdecydowała.- Mam chłopaka, Ma na imię Max.
- Och?- Zaskoczyła mnie tym wyznaniem.- A co twój chłopak na to?
- Nie miał wyjścia. Kocha mnie i ufa mi, więc... ale mój tata o nim nie wiem i niech tak zostanie, dobrze?
- Nie mam potrzeby tego nigdzie rozgłaszać.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.
- To teraz ty powiedz coś o sobie.Wiem tylko, że jesteś gejem i jesteś w związku ze swoim kolegą z zespołu.
- Tak. A ty niestety jesteś tu p to, by to zepsuć. Harry był... jest cholernie zazdrosny, chociaż cię nawet jeszcze nie znałem.
- Wybacz, nie chcę psuć wam związku. Mojego tatę nie obchodzą uczucia innych. Dla niego liczy się tylko kasa. Mam nadzieję, że dogadam się  z  Harry'm i nie będzie mnie tak bardzo nienawidził. Oczywiście nie oczekuję miłości, ale chociaż akceptacji. Skończyliśmy kawę i wstaliśmy od stolika.
- Chcesz iść na jakieś zakupy czy coś?
- Chętnie. Do centrum handlowego?
- To chyba wystarczająco zaludnione miejsce?
- Myślę, ze tak.
- Tylko obiecaj, ze nie będziemy tam chodzić godzinami.
- Spokojnie, o 13.00 jestem umówiona  z Maxem
- Ok.
Nieśmiało podała mi rękę i niechętnie splotłem ją z moją. Miała dużo drobniejszą i delikatniejszą dłoń niż Harry.
*
W centrum było naprawdę dużo ludzi. Ciągle za nami łazili i robili masę zdjęć. Modest powinien być zadowolony. Wyszliśmy z budynku i udaliśmy się z powrotem do siedziby.
- Na dzisiaj koniec. Jutro znowu gdzieś wychodzicie. Chcę was widzieć tutaj o 10.00. Powiem wam wtedy, gdzie macie się wybrać. Zaraz wejdę na twojego Twittera Louis i odpowiem na jakiegoś tweeta,  żeby potwierdzić wasz związek, bo zapewne sam nie dasz rady tego zrobić?
Spuściłem głowę i wyszedłem stamtąd trzaskając drzwiami. Korciło mnie, żeby zmienić hasło do mojego konta na Twitterze, ale mógłbym mieć potem wielkie kłopoty i stwierdziłem, że nie będę ryzykował.  Zamówiłem Taxi, żeby być szybciej w domu i móc wypłakać się w ramionach Harry'ego.

________________________________________

dziękuję wszystkim za to, ze tu wchodzicie. Dziękuję za każdy komentarz. Dziękuję za to, że jesteście. Kocham Was <333
Zapraszam na Twittera: https://twitter.com/idklarry6969
oraz Ask'a: http://ask.fm/alwaysinmyheartlarry
 Założyłam nowe ;)
Aha i jeśli możecie, kliknijcie jakąś odpowiedź w sondzie. Bardzo mi pomożecie <333
Pozdrawiam  i do następnego. Kogo mam informować o następnych, niech napisze na Ask'u albo na Twitterze ;3

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 28


Powoli  rozpinałem guziki jego koszulki, aż dotarłem do końca i zsunąłem ją z ramion mojego chłopaka, odsłaniając nagi i umięśniony tors... Na którym  widniał wielki siniak?
- Louis, skarbie co ci się stało?
Spojrzał na to, co mnie zaniepokoiło i machnął ręką.
- Nic takiego, nie przejmuj się tym. Rób, co zacząłeś.
- Nie zrobię nic więcej, dopóki nie wytłumaczysz mi, dlaczego ten okropny siniak szpeci twoje boskie ciało- powiedziałem i skrzyżowałem ręce na piersi.
Louis westchnął.
- Ale ty uparty jesteś.
- Za to mnie kochasz. Więc?
- Jeden z ludzi Modestu mnie walnął, jak nie chciałem  wsiąść do samochodu...
- Boże...- schowałem twarz w dłoniach-dlaczego musimy mieć takie życie? Doniosłeś na niego?
- Zagroził, że jak powiem cokolwiek, to on powie o nas całemu światu.
- Ale nie możemy tego tak zostawić!- Wykrzyknąłem zbulwersowany.
- Harry, nie możemy ryzykować. Przemilczmy to dla dobra zespołu. Proszę, nie zawracaj sobie już tym swojej pięknej, lokowatej głowy. Nic mi nie jest.
Spojrzałem na niego nieufnie.- Naprawdę - powiedział i pocałował mnie  w czubek głowy- Możesz wrócić do poprzedniego zajęcia
Gdy nadal się nie poruszałem przytulił mnie mocno.
- Zapomnij o tym.
- Jak mogę zapomnieć o TYM? Nie mogę żyć z myślą, że ktoś cię skrzywdził.
- Skarbie, nic mi nie jest. To tylko siniak, nie zwracaj na niego uwagi i kontynuuj to, co zacząłeś.
- Okey- powiedziałem bez przekonania.

 +18

Zacząłem powoli rozpinać pasek jego spodni. Gdy już się z nim uporałem sięgnąłem do guzika i płynnym ruchem go odpiąłem. Louis uniósł biodra do góry i zsunąłem rurki wraz z bokserkami. Starając nie nie patrzeć na szpecącego jego klatkę piersiową siniaka, powędrowałem ustami w górę, zatrzymując się na jego wargach. Jęknął głośno, gdy pociągnąłem zębami za dolną, po czym przejechałem po niej językiem, co sprawiło, że rozchylił je, dając mi dostęp do środka, co natychmiast wykorzystałem.Moje dłonie przesunęły się łapczywie ku jego ramionom. Potem wplotłem je w jego włosy i odchyliłem mu głowę, ponownie go całując. Jęknął i podniósł na mnie wzrok.
- Na pewno chcesz to zrobić?- Zapytałem patrząc mu w oczy.
- Tak- Odparł krótko i zakołysał biodrami niecierpliwiąc się. Przeturlał się tak, że  to on znajdował się teraz nade mną i pozbył się mojej koszulki. Potem przejechał nosem wzdłuż mojej klatki piersiowej zatrzymując się przy guziku moich ciasnych rurek. Szybko go odpiął i  zsunął ze mnie spodnie, odrzucając je w kąt sypialni. Przejechał chłodnymi dłońmi po wypukłości w moich czarnych bokserkach. Czując tą pieszczotę, jęknąłem i wypchnąłem biodra do góry. Przesunął ręką wzdłuż linii gumki i włożył pod nią dłonie odchylając i zsuwając ze mnie bokserki. Gdy materiał otarł się o moją erekcję, ponownie jęknąłem. Spotkał je taki sam los jak wcześniej moje rurki. Leżeliśmy teraz oboje nadzy, patrząc sobie w oczy. Znowu zamieniliśmy się miejscami i zacząłem sunąć ścieżką od kącika jego ust poprzez linię szczęki, szyję, obojczyk. Potem zatoczyłem językiem kółka wokół jego sutków, na co otrzymałem pełny zadowolenia jęk. Zjechałem jeszcze niżej zostawiając po sobie mokrą ścieżkę na jego klatce piersiowej. Dotarłem w końcu do celu mojej wyprawy. Przejechałem językiem po całej długości, zatrzymując się na dłużej przy główce. Niewinnie dotknąłem jej językiem, by po chwili usłyszeć cichy jęk.  Następnie chwyciłem całego w usta i zacząłem ssać, czując pod sobą wijące się ciało mojego chłopaka. Ten będąc już blisko, wypychał co chwilę biodra w moją stronę, domagając się jeszcze więcej. Wplótł dłonie w moje liki i przyciągnął mi głowę do siebie. Drażniłem najczulszy punkt koniuszkiem języka, aż szarpnął mi mocniej włosy i doszedł krzycząc moje imię. Połknąłem wszystko i pocałowałem go czule w usta. Potem zamienił się ze mną miejscami i zjeżdżał pocałunkami od moich ust w dół. Zatrzymał się na chwilę przy brzuchu, kreśląc na nim różne wzory językiem. Z moich ust wyrwał się cichy pomruk zadowolenia, a Louis słysząc to, wyraźnie zachęcony do dalszych czynów przeniósł się w niższe partie podbrzusza. Nie potrzebowałem wiele. Wystarczyło kilka przesunięć językiem po najczulszym punkcie i delikatne ssanie, bym wytrysnął w jego usta. Spojrzałem na mojego chłopaka spod przymkniętych z zadowolenia powiek, a on  obliznął pozostałą kropelkę w kąciku jego warg. To było... gorące. I podniecające... Przyciągnąłem go  do siebie, całując namiętnie, co spowodowało, że  poczułem swój smak. Wplotłem palce w jego włosy, targając je, a następnie zjechałem wzdłuż jego talii, zatrzymując się na pośladkach. Przycisnąłem je do siebie i usłyszałem jęk wydobywający się z ust Louis'ego. Bez namysłu przeturlałem się tak, by znajdować się nad nim i odwróciłem go na brzuch. Usiadłem na jego udach i zacząłem masować jego wejście. Sięgnąłem do szafki po lubrykant, wylałem go trochę na dłonie i rozsmarowałem. Delikatnie zagłębiłem w nim jeden palec, zataczając kółka w środku. powoli dodałem drugi, a gdy się bardziej rozluźnił- trzeci. Chwilę nimi poruszałem, a gdy jego jęki przyjemności nasiliły się, wyjąłem je i położyłem się na rozgrzanym ciele mojego chłopaka, ostrożnie w niego wchodząc. Splotłem razem nasze dłonie i zacząłem wykonywać pchnięcia. Na początku były one wolne, niepewne, delikatne, ostrożne, z czasem coraz szybsze, a na końcu wręcz brutalne. Ale Louis'emu podobało się to, ponieważ mruczał i jęczał mi do ucha.
- Harry...- Po chwili wysapał słabo.
- Wiem, kotku, ja też.
Pocałowałem jego kark i jeszcze po dwóch pchnięciach oboje doszliśmy równocześnie. Cały czas będąc w nim przekręciłem nas na bok i zdyszany całowałem jego szyję i ramiona. Po chwili ostrożnie wyszedłem z niego i pocałowałem go czule w jego miękkie wargi.
- I jak, podobało ci się?- Zapytałem cicho, patrząc w jego lazurowe tęczówki
- Róbmy to częściej- wyszeptał błagalnym tonem.
Zaśmiałem się i  ponownie złożyłem na jego ustach pocałunek.
- Dobrze- Powiedziałem i oboje zasnęliśmy w swoich objęciach.

______________________________________________________

WAKACJE!!!!!! Rozumiecie to? WAKACJE! Jak to pięknie brzmi <3
Macie jakieś plany? Bo ja się właśnie dowiedziałam, że jadę nad morze ze znajomymi rodziców i będę musiał użerać się z dwójką bahorów. Po prostu świetnie. No ale nie o mnie tu mowa. Jak Wam się podoba rozdział? Jest pierwsza w nocy, a ja piszę gejowskie porno xD  Pod ostatnim rozdziałem pojawiły się 2 komentarze. Dziękuję Wam za nie bardzo serdecznie i proszę o więcej. Nawet nie wiecie, jakiego miałam wtedy banana na twarzy, jak je zobaczyłam. Dla Was to kilka sekund, ale mnie to naprawdę dużo daje. Proszę Was również o głosowanie w sondzie po prawej stronie. Oddajcie swój głos, a dużo mi pomożecie ;3
Jeśli macie jakieś pytania, lub chcecie pogadać zapraszam na Ask'a: http://ask.fm/somelovelarryisreal lub Twittera: https://twitter.com/sollblog
Z góry dziękuję za każdy komentarz. Nie musicie się rozpisywać, wystarczy cokolwiek ;3 Kocham Was i mam nadzieję do następnego <3 <3 <3


piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 27



- Nasz mały wnusio się zakochał.
Mężczyzna popatrzył kolejno na twarze wszystkich zebranych w kuchni i zdezorientowany spojrzał jeszcze raz na swoją żonę . Babcia wzniosła oczy ku niebu załamana  inteligencją, a raczej jej brakiem swojego męża.- W Harry' m- wytłumaczyła zniecierpliwiona.
Mężczyźnie opadła szczęka, ale po chwili przywołał się do porządku. Odchrząknął.
- Nie wiem, co powiedzieć... Zaskoczyliście mnie... To...- Spojrzał na swoją żonę, która patrzyła na niego błagalnym wzrokiem. -... to... eee na pewno nowość w naszej rodzinie. Mam nadzieję, że eee... będziecie ze sobą szczęśliwi.- wydusił w końcu.
Babcia odetchnęła z ulgą, a dziadek nas przytulił.
Potem udaliśmy się na spacer tylko we dwójkę, dając dziadkom czas  do przemyślenia tego wszystkiego i obeznania się z nową sytuacją. Gdy się ściemniło, wróciliśmy do domu i poszliśmy do przygotowanego dla nas pokoju. Rozpakowaliśmy się i chyłkiem przemknęliśmy do łazienki, aby się wykąpać. Dziewczynki już spały, a dziadkowie byli na dole i oglądali tv, ale woleliśmy nie ryzykować zauważenia nas przez kogoś. Po incydencie z Lottie, staraliśmy się być ostrożni. Po drobnych czułościach pod prysznicem zasnęliśmy wtuleni w siebie i  ukołysani własnymi oddechami, zapachem i dotykiem.

~*~


*perspektywa Harry' ego*


Po powrocie do Londynu z wizyty u dziadków Lou, Modest wyznaczył nam termin spotkania. Najpierw mieliśmy przyjść całym zespołem, gdzie ustalaliśmy wszystko o nowej płycie, dyskutowaliśmy o sprawach organizacyjnych, takich jak nagrywaniu nowej piosenki, przebiegu trasy koncertowej i nowym teledysku. Potem umawiali  się z każdym z osobna.
Louis miał akurat swoje spotkanie, gdy siedziałem przed laptopem, popijając  sok pomarańczowy z wysokiej szklanki.  Przeglądałem akurat Twittera, gdy do naszego mieszkania wpadł mój chłopak z hukiem zatrzaskując drzwi wejściowe. Już od progu zaczął przeklinać, nawet się ze mną nie witając. Coś było nie w porządku...Nigdy się tak nie zachowywał.
- Co się stało?- Zapytałem ostrożnie.
- Zgadnij co nasz kochany pieprzony Modest sobie wymyślił?!
I odpowiedział nawet nie czekając aż cokolwiek zasugeruję.- Stwierdzili, ze nasz związek za bardzo widać i dadzą mi dziewczynę, żeby to ukryć. Ja do nich z tekstem, że chyba ich pojebało i wyszedłem stamtąd. No to oni dzwonią do mnie, ale nie odebrałem. Wyrzuciłem kartę do najbliższego kosza i szedłem dalej. Ale oni wysłali kogoś po mnie i siłą wpakowali mnie do samochodu. Zawieźli z powrotem do siedziby, tylko tym razem zamknęli drzwi na klucz i zmusili mnie abym wysłuchał tych wszystkich głupot, które mają mi do powiedzenia. Nawijali o tym, ze dadzą mi dziewczynę, z którą  będę się pokazywał publicznie, żeby zatuszować nasz związek, bo on źle wpływa na karierę i wizerunek zespołu. Jutro muszę stawić się o 9.00 pod siedzibą i wtedy poznam  Eleanor, bo tak nazywa się ta dziewczyna, z którą mam udawać, ze się spotykam i wtedy omówimy szczegóły- skończył swój monolog przeplatany pociągnięciami nosem i zaciskaniem rąk w pięści, kopiąc z całej siły w krzesło. Na koniec wybuchł głośnym i niepohamowanym płaczem. Przez cały ten czas siedziałem bez ruchu słuchając uważnie jego opowieści. Moje oczy również się zaszkliły, ale starałem się nie rozpłakać. Chciałem być silny i zacząłem pocieszać mojego chłopaka. Przytuliłem go mocno i zacząłem scałowywać łzy cieknące po jego twarzy. Delikatnie gładziłem mu plecy szepcząc do ucha uspokajające słowa.
- Przeżyjemy to jakoś. Damy radę. Nie martw się, wszystko będzie dobrze.
Jeszcze trochę, a sam uwierzyłbym w to wszystko, lecz nie wytrzymałem czując trzęsące się ciało niebieskookiego i sam się rozpłakałem.
- No nie, Harry, chociaż ty bądź silny- wyłkał.
- Nie mogę, gdy widzę, jak ty płaczesz. Boję się Louis. Boję się, że to osłabi nasz związek, albo że...- przerwałem nie wiedząc, czy dam radę dokończyć-... albo tego, że się w niej zakochasz... i...- pociągnąłem nosem- ... i mnie rzucisz...
Louis gwałtownie się ode mnie odsunął.
- Nawet tak nie myśl Harry. Jak mogło ci wogóle coś takiego przyjść do głowy?
- Przepraszam, ale naprawdę boję się, że pewnego dnia mnie zostawisz. Tego, ze kiedyś obudzę się w pustym łóżku, nie znajdując siebie przy moim boku. Tego, że mogę cię stracić...
- Zawszę będę  przy tobie Curly, nawet w najgorszym momencie możesz na mnie liczyć, pamiętaj o tym. Jesteś zawsze w moim sercu i na zawsze tam pozostaniesz, choćby się wydarzyła nie wiadomo jak okropna rzecz. Kocham cię Harry i będę cię kochał aż po wieki...- Uśmiechnął się delikatnie.
Z oczu znowu popłynęły mi łzy, ale tym razem ze wzruszenia.
- Louis, to najpiękniejsze słowa jakie ktokolwiek, kiedykolwiek do mnie powiedział... Też cię kocham  i pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Zawsze będę przy tobie, w zdrowiu i chorobie, będę cię kochał i nigdy cię nie opuszczę...
Niebieskooki wspiął się na palce, by dosięgnąć moich ust i złożyć na nich miękki i czuły pocałunek. Pogłębiłem go, chcąc przypieczętować nim wcześniejsze słowa. Wtargnąłem językiem do  wnętrza jego ust i poruszałem nim wokół jego rozpalonego języka. Oba tańczyły wokół siebie idealnie współgrając ze sobą. Przerwaliśmy na chwilę, by zaczerpnąć powietrza i wróciliśmy do wcześniejszego zajęcia. W tej chwili zadzwonił mój telefon. Otworzyłem oczy i  napotkałem naprzeciw siebie lazurowe tęczówki, które błagały o więcej.
- Pieprzyć to- powiedziałem, odrywając się na chwilę od mojego anioła, by wyłączyć telefon.
Czule odnalazłem ponownie jego usta swoimi i złączyłem je w namiętnym pocałunku, biorąc Louis' ego jednocześnie  objęcia, przyciągnąłem do swojego  ciała. Jego dłoń wtargnęła pod moją koszulkę i zaczęła przesuwać się  wzdłuż mojej rozgrzanej skóry na kręgosłupie, powodując tym samym gęsią skórkę na ścieżce, jaką pokonały jego palce. Jedną rękę położył na mojej talii, a drugą nadal wędrował po plecach. W końcu dotarł do  moich loków i zatopił w nich dłoń delikatnie je targając. Rękę z talii przeniósł na moje pośladki i przycisnął mnie do siebie. Chwilę jeszcze przeczesywał moje włosy i delikatnie za nie pociągał, lecz potem dołączył rękę do tej  spoczywającej na pośladkach. Ścisnął je i docisnął do siebie jeszcze mocniej . Pod zaciasnymi w tym momencie spodniami wyczułem  jego erekcję. Poruszyłem biodrami, tak, by nasze członki ocierały się o siebie. Jęknąłem cicho w jego usta.
- Wiesz, że nadal czekam na swój pierwszy raz?
- Teraz?
- Dlaczego nie?
- Tutaj?
- W sypialni- odparł bez zastanowienia.
Wziąłem go więc na ręce  i nie rozdzielając naszych ust ruszyłem w tamtą stronę. Ostrożnie położyłem Louis' ego na wielkim łóżku i zacząłem go rozbierać.

_________________________________________________

Jak się pewnie domyślacie w następnym będzie +18. pierwszy raz Lou <3
 A teraz trochę spraw organizacyjnych:
* Musiałam przenieść bloga, ponieważ znaleźli go znajomi. Przepraszam Was za wszelkie utrudnienia. Dziękuję, ze fatygowaliście się, żeby zajrzeć tez tutaj i nadal jesteście ze mną <3
*Jeśli czytasz- skomentuj. Byłam zdziwiona, bo zawsze pojawiały się po jednym, góra dwa komentarze pod rozdziałem,a zgłosiło się do mnie po nowego linka znacznie więcej osób. Proszę, komentujcie, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Chciałabym też wiedzieć ilu Was jest. Dla Was to chwila, ale dla mnie... Nawet nie wiecie jak taki komentarz cieszy ;3
* Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam na Ask'a: http://ask.fm/somelovelarryisreal
* Jeśli macie jakieś pytania lub chcecie po prostu pogadać, zapraszam na Twittera, jestem otwarta na nowe znajomości ;))  https://twitter.com/sollblog
* Nie mogę uwierzyć, już za tydzień wakacje!!!!!!!!
* Zaraz zrobię sondę, proszę zagłosujcie <3 Jedna dotyczy oceny bloga, a druga oświadczyn. Nie mam pojęcia kto powinien się komu oświadczyć, pomożecie?
* Zachęcam do rozmowy na Twitterze, nie gryzę, a lubię pogadać z nowymi osobami, poznać Wasze zdanie na temat bloga, ale nie tylko. Możecie ze mną pisać o wszystkim, chętnie pomogę, jeśli macie jakiś problem czy coś xD (Iza psycholog haha ;D)
 No to do zobaczenia w następnym. Mam nadzieję, ze ukaże się bez komplikacji w piątek jak zawsze, przygotujcie się psychicznie, bo będzie ostro xD
Kocham Was i pozdrawiam serdecznie xx

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 26


Westchnąłem.
-Tak, jesteśmy razem.
Zacisnęła zęby, a z oczu ponownie pociekły jej łzy. Wytarła je gniewnie dłonią, a mojej uwadze nie uszły czerwone ślady krwi na niej. Chwyciłem jej rękę i spostrzegłem nacięcia. Na szczęście nie były zbyt głębokie. Odgiąłem brzeg kołdry, pod który coś chowała, gdy wchodziłem. No tak, żyletka.
- Lottie, co się stało? Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie twoja sprawa- rzuciła ostro.
- Proszę powiedz...
- Nie musisz tego wiedzieć.
- Muszę, jestem twoim bratem i miałem się tobą opiekować.
- Nie potrzebuję niańki.
- Ale potrzebujesz pomocy! Lottie, zrozum to w końcu!
- Już i tak wszystko spieprzyłeś.
- Czym?
- Tym, że jesteś gejem!
- Masz coś do  gejów?- Zapytałem zdziwiony. Moja siostra była zawsze tolerancyjna.
- Idź już.
- Jak pójdę, to znowu się potniesz?
- Nie twoja sprawa. Wyjdź!
- Nie wyjdę, dopóki nie powiesz mi dlaczego to zrobiłaś- wskazałem głową na krwawe ślady na jej nadgarstkach.
- Będziesz musiał.
- Oddaj żyletkę.
- Wypierdalaj!
- Sięgnąłem w stronę leżącego przedmiotu w tym samym momencie, co dziewczyna. Jednak byłem szybszy. Zabrałem ją i wyszedłem rzucając na odchodnym:
- Jak będziesz chciała mi powiedzieć, jestem do twojej dyspozycji.
Schowałem żyletkę do kieszeni i zszedłem do kuchni. Harry prowadził uprzejmą pogawędkę z moją babcią. Gdy wszedłem, spojrzał na mnie, a jego szmaragdowe tęczówki  zachwyciły mnie tak, że na chwilę zapomniałem kim jestem, tylko utonąłem w ich głębi. Po chwili otrząsnąłem się z chwilowego zamroczenia umysłu i usiadłem obok mojego chłopaka. Spostrzegłem na stole coś, co mnie bardzo uszczęśliwiło po niemiłej rozmowie z Lottie.
- O ciasto marchewkowe!- wykrzyknąłem radośnie i z miejsca nałożyłem sobie na talerz trzy kawałki.
Babcia uśmiechnęła się i przeprosiła na chwilę wychodząc po coś do swojej sypialni. Mogliśmy więc chwilę porozmawiać. Harry wziął moją rękę w swoje duże dłonie, ale zamiast ją objąć i trzymać w uścisku jak to miał w zwyczaju, przybliżył do swojej twarzy.
- Co ci się stało?- Zapytał zmartwiony dotykając  świeżej rany. Spojrzałem na miejsce, po którym przejechał palcem.
- Cholera. Lottie się pocięła i zabierając jej żyletkę musiałem się zranić.
- Dlaczego to zrobiła?- spytał nic nie rozumiejąc.
- Nie wiem. Nie chciała mi powiedzieć. Była strasznie zła, płakała i wywaliła mnie z pokoju.
- Ciekawe co jej się stało.
- Pytała czy jesteśmy razem i powiedział, że wszystko spieprzyłem.
Harry głęboko się zamyślił, a ja dołączyłem do niego. Po 5 minutach spędzonych na intensywnym główkowaniu, w końcu coś mi przyszło do głowy.
- Mam!- Wykrzyknąłem tak, że aż mój chłopak podskoczył.
- Co?
- Ona się w tobie zakochała!
- Co?
- no tak. Posłuchaj. Miała nadzieję, że  może będziecie kiedyś razem, ale jak zobaczyła, że się całowaliśmy, zrozumiała, ze jesteś gejem i nic z tego nie będzie. Nastolatki bardzo przeżywają pierwsze miłości, a ona jest bardzo wrażliwa.
- Może powinienem z nią porozmawiać?
- Właśnie zastanawiam się, kto powinien to zrobić. Może chodźmy tam razem?
- To tylko pogorszy sprawę.
- Dobra, to ty idź spróbować.
- Ok. Życz mi powodzenia.
- Trzymam kciuki. Drugi pokój o lewej.
Pocałował mnie przelotnie i ruszył na górę. Przez cały czas siedziałem jak na szpilkach wyczekując powrotu swojego chłopaka. Po dziesięciu minutach, gdy już zamierzałem wstać i pójść zobaczyć czy się tam nie pozabijali, usłyszałem kroki. Usiadłem z powrotem. To nie były kroki jednej osoby, a dwóch, po czym do kuchni wszedł Harry, a za nim nieśmiało podążała moja siostra. Minę miała skruszoną. Podeszła do mnie i usiadła mi na kolanach.
- Przepraszam, to było głupie.- powiedział cicho, nie patrząc mi w oczy.
- Masz rację, to było bardzo głupie.
- Ale ja już nie wiedziałam, co mam robić. To był dla mnie szok. Kocham cię i chcę, żebyś był szczęśliwy ale to... to mnie zraniło- załkała cicho wtulając twarz w mój tors.
- I nie zrobisz więcej nic głupiego?
- Nie.
- Obiecujesz?
- Przysięgam.
- Ok, mam nadzieję, że dotrzymasz słowa. A, i tak między nami- dodałem cicho- szybko byś z niego zrezygnowała, nie jest w twoim typie, za dużo wymaga.
Zachichotała
- Mówisz?
- Tak- przytaknąłem ze śmiechem patrząc na Harry'ego.- też cię kocham Lottie i nie chcę, żeby coś ci się stało.
- Co się stało?- wtrąciła babcia stając w drzwiach kuchni.
- Nic babciu, tak tylko sobie dyskutujemy- powiedziała moja siostra, a ja otworzyłem usta ze zdziwienia. Co Harry jej tam nagadał. Myślałem, ze powie babci przy pierwszej, lepszej okazji. Ponownie spojrzałem na mojego chłopaka i zapytałem bezgłośnie "gotowy?" Pokiwał głową, więc zacząłem mówić.
- Usiądź babciu, chcielibyśmy porozmawiać.
- Dobrze.
Lottie wspaniałomyślnie opuściła pomieszczenie, udając się do swojego pokoju, a nie podsłuchiwać z uchem przylepionym do drzwi.
- Więc chcielibyśmy ci coś powiedzieć-zerknąłem na nią i mówiłem dalej- Wiele się z zmieniło w moim życiu. Odnieśliśmy wielki sukces z moim zespołem w sferze muzycznej. To wszystko jest niewiarygodne, ale nie tylko to uległo zmianie. Moje życie prywatne jest teraz zupełnie inne. Stałem się bardziej dojrzały i doświadczony. poznałem niesamowitą osobę, z którą od ponad roku jestem w związku. Po prostu się zakochałem. I mam nadzieję, że zaakceptujesz mój wybór i zrozumiesz go, ponieważ tą osobą jest... Harry...- Nie spuściłem głowy, tylko odważnie patrzyłem w jej oczy.
Kobieta spoglądała to na mnie, to na mojego chłopaka i w końcu zabrała głos na temat mojej przemowy. Odchrząknęła.
- No cóż... Trochę mnie zaskoczyłeś, bo miałeś dziewczynę i wogóle, ale może rzeczywiście to w sobie odkryłeś dopiero teraz, gdy jesteś bardziej dojrzały. Miłość jest pięknym uczuciem, ale nie wybiera. Harry wydaję się być miłym chłopcem. Jeśli jesteście ze sobą szczęśliwi, to nie mam nic przeciwko temu...
- Naprawdę?- wykrzyknąłem radośnie i spojrzałem na lokowatego- Widzisz? Mówiłem, ze nie będzie tak źle.Dziękujemy babciu- zwróciłem się do kobiety i pocałowałem ją czule w policzek.
- Pamiętaj Louis. Kocham cię takiego, jakim jesteś. Bez względu na to jakie decyzje podejmiesz, będę cię kochać i trzymać za ciebie kciuki.
- Też cię kocham babciu.
Kobieta wytarła pojedynczą łzę, która błąkała się po jej policzku i rozpostarła szeroko ramiona. Bez zastanowienia wtuliłem się w nie i  po chwili zrobiłem miejsce Harry'emu który czaił się nieśmiało za mną. Gdy babcia wyściskała nas za wszystkie czasy, do kuchni wszedł dziadek.
- Co się stało- zapytał zdziwiony widząc swoją żonę rozdającą hugi na prawo i lewo.