środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 9


*perspektywa Louis' ego*

 

Obudziłem się wtulony w Harry' ego. Chciałem go pocałować, ale stwierdziłem, że jest jeszcze za wcześnie na czułości. Za krótko jesteśmy parą. Chciałbym, aby nasz pierwszy pocałunek był romantyczny i wolałem się do tego przygotować. Potrząsnąłem lekko Harry' m. Jęknął. To było takie urocze. Otworzył jedno oko.
- Dzień dobru śpiochu.
- Hej uśmiechnął się i... zasnął.
- O nie, nie mój drogi. Wstawaj!
- Yhmmm...
- No dalej, głodny jestem, a trzeba jeszcze zwinąć namiot.
- Ok, już wstaję.
Podniósł się i wyjrzał z namiotu. Z rana wyglądał tak seksownie. Z resztą on zawsze tak wygląda...
- Louis?
- Tak?
- Zechcesz może ruszyć szanownie swój tyłek i mi pomóc?
- Tak, jasne.
W miarę szybko złożyliśmy namiot, zapakowaliśmy wszystko i poszliśmy do domu Harry' ego. Po drodze dużo rozmawialiśmy o tym, jak wyobrażamy sobie nasz związek. Ustaliliśmy, że nie powiemy rodzicom, bo mama Harry' ego mogłaby dostać zawału. Mieliśmy utrzymywać, że jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.
- A może pojedziemy teraz do mnie?- Zaproponowałem.- Mam wolną chatę, bo rodzice wyjechali do przyjaciół na tydzień.
- Bardzo chętnie. Zapytam tylko mamę, ale na pewno się zgodzi. W końcu są wakacje.
Po powrocie do domu, Harry poszedł porozmawiać z mamą, a ja w tym czasie spakowałem się. Harry dołączył do mnie.
- Powiedział, że nie ma sprawy, ale oczywiście nie wtajemniczyłem jej, że nie będzie twoich rodziców. Wtedy nie zgodziłaby się.
- Ok. Spakuj się, a ja jeszcze pójdę do toalety.
- Dobrze.
Zostawiłem go w pokoju i wyszedłem do łazienki. Zrobiłem, co musiałem, a gdy wróciłem Harry czekał już z plecakiem gotowy do drogi. Poszliśmy pożegnać się z mamą Harry' ego i wsiedliśmy do samochodu. Trudno mi było skupić się na prowadzeniu pojazdu, gdy Harry siedział obok. Zauważył to i uspokajająco położył mi rękę na kolanach. Wziąłem ją w swoją dłoń . Jechaliśmy w milczeniu. Ten drobny gest znaczył więcej niż jakiekolwiek słowa. Na miejsce dojechaliśmy po godzinie. Wjechałem do garażu, aby uniknąć nagrzania się samochodu. Wysiedliśmy.

*perspektywa Harry' ego*

Moim oczom ukazał się wspaniały dom z wielkim ogrodem. Stałem oszołomiony przez dobre 5 minut. Lou patrzył na mnie i uśmiechał się pod nosem. W końcu spojrzałem na niego, a ten wyciągnął klucze z kieszeni i zapraszającym gestem wskazał abyśmy weszli do środka. Gdy otwierał drzwi, otarł się o moje ramię, a wtedy przeszły mnie przyjemne dreszcze. Westchnąłem cicho. Chwilę mocował się z zamkiem, ale gdy go otworzył, moim oczom ukazało się wspaniałe wnętrze jego domu. Było cudownie: jasno, przestronnie, a drewniane meble i podłoga wspaniale kontrastowały się z beżowymi ścianami. Wszedłem za Louis' em, rozglądając się wokół.
- Ale pięknie.
Poszliśmy na górę, do jego pokoju. Był bardzo przytulny: drewniana podłoga, beżowe ściany, duże okno i... balkon! Od razu wyjrzałem na zewnątrz i zobaczyłem wielki ogród. Przyszła mi na myśl zabawa w chowanego. Wiem, ze to dziecinne, ale ten ogród wydawał się być do tego stworzony. Z zaciekawienie rozejrzałem się po pokoju Lou. Trudno było nie zauważyć wielkiego łóżka. Zajmowało prawie pół pokoju. Gdy zobaczył, jak przyglądam się meblowi, próbował zachować pocer face, ale trochę mu nie wyszło, bo aż mu oczy pojaśniały, a kąciki tych boskich ust powędrowały do góry. Gdy zdał sobie sprawę, że go obserwuję, już nie ukrywał swojego zadowolenia. Szczerzył się na całego. W końcu przypomniał sobie o swojej gościnności i zaproponował posiłek. Jak na komendę, zaburczało mi w brzuchu. Lou, słysząc to, zachichotał. Złapał mnie za rękę i zaciągnął w stronę kuchni. Nie miałem wyjścia, musiałem potruchtać za nim, bo pędził jak szalony. Chyba też był bardzo głodny. Gdy znaleźliśmy się w kuchni, zwolnił i zatrzymał się przy lodówce.
- Co powiesz na jajecznicę?
- Bardzo chętnie.
- To świetnie. Chodź, pomożesz mi. Wyjmij patelnię, jest w tamtej szafce.
Wyjąłem i podałem. Przy tym dotknąłem jego ręki, a po mojej przeszedł przyjemny prąd. Lou też go chyba poczuł, bo spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się jednym ze swoich olśniewających uśmiechów. Zwinnymi ruchami wbijał jajka na patelnię i mieszał drewnianą łyżką. Wyglądał jak zawodowy kucharz, choć robił tylko jajecznicę. Zdałem sobie sprawę, że jest bardzo samotny i pewnie często musi robić samemu obiady, ale nie pytałem o to.  Zgrabnym ruchem zgarnął gotową jajecznicę na talerze i podał mi jeden. Schylił się na chwilę, aby wyciągnąć sztućce, a ja zapatrzyłem się na jego zgrabny tyłek. Przyjąłem od niego sztućce i poszliśmy na górę, z powrotem do jego pokoju. Smak tej jajecznicy zapamiętam do końca życia. Była wspaniała! Powiedziałem to Lou, a ten uśmiechnął się skromnie i podziękował. Dalej jedliśmy w milczeniu. Gdy skończyliśmy, spojrzałem wyczekująco na Louis' ego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz