środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 23


Na drugi dzień wstaliśmy późnym rankiem. Było bardzo słonecznie, ale nie mieliśmy ochoty na wspólne spacerowanie. Harry był trochę obolały. Siedzieliśmy przed namiotem, napawając się swoim widokiem i wystawiając twarze do ciepłych promieni słońca.
- To kiedy mój pierwszy raz?
- Kiedy tylko zechcesz, możemy to zrobić nawet teraz, jeśli tylko jesteś gotowy.
- A jak tam twój seksowny tyłeczek? Bardzo boli?
- Nie jest źle. Dzisiaj cię tak wypieprzę, jak ty mnie i zobaczysz jakie to uczucie.
- Przyjemne?
- No jasne. Wiem przynajmniej, że tam byłeś.
- To co jesteśmy umówieni? Na dzisiejszą noc?
- Czy poczekamy i zrobimy to w domu?
- Nie, chcę to zrobić dzisiaj.
- Dobrze, ale jak będziesz grzeczny.
- Yhmm, a na czym ta grzeczność ma polegać?
- Właściwie, to sam nie wiem- zaśmiał się i zmrużył oczy patrząc w niebo.
- Będziemy tu tak siedzieć, czy zajmiemy się czymś pożytecznym?
- Coś pożytecznego mamy zaplanowane na wieczór, a teraz siedź na dupie i  ciesz się, że jeszcze możesz, bo jutro nie będzie ci już tak wesoło.
- Mam się bać?
- Tak, każdy ruch będzie ci przypominał, że tam byłem. Jesteś mój i tylko mój. Nikomu cię nie oddam.
- Wiesz co? Mimo, że się ciebie boję, i tak cię kocham.
Wstałem i podszedłem do Harry' ego. Usiadłem mu na kolanach, przodem do niego.
- Pieprzenie mojego tyłka zaplanowaliśmy na wieczór, a skoro teraz nie mamy innych planów to pozwól,że wypieprzę twoje usta.
- Nie mam nic przeciwko- Uśmiechnął się młodszy chłopak.
Oblizałem wargi i przysunąłem swoją twarz do jego. Wpatrywałem się  przez chwilę w jego szmaragdowe tęczówki, a potem on przybliżył się jeszcze trochę  i zatopił swoje miękkie usta w moich. Naparł na nie i miażdżył aż do utraty przez nas oboje tchu. Ludzie przechodzący obok patrzyli na  nas ze zdziwieniem, ale nie obchodziło mnie to. W tym momencie liczył się dla mnie tylko Harry. Nagle mój chłopak podskoczył. Usłyszałem dzwonek telefonu. Spojrzał na mnie przepraszająco i odebrał.
- Halo?... Tak... O mój Boże... Dobrze,  już jadę...
Rozłączył się  blady.
- Co się stało?
- Gemma miała wypadek i leży w szpitalu. Jest w śpiączce.
- O boże- szepnąłem i mocno go przytuliłem.
- Pojedziesz tam ze mną?
- Jasne, pakuj się. Zaraz wyruszamy.

*Perspektywa Harry' ego*

2 godziny później otwierałem drzwi szpitala. Spytałem się w recepcji o numer sali i pobiegłem we wskazanym kierunku. Louis podążał za mną. Gdy znalazłem się na właściwym korytarzu, wpadłem prosto w objęcia mamy. Przywitałem się z nią i mocną  przytuliłem. Louis skinął grzecznie głową  na jej widok i usiadł na krześle na końcu korytarza, nie chcąc nam przeszkadzać.
- Co się stało?
- Z tego co ustalili, to potrącił ją samochód. Teraz leży w śpiączce. Miała już jedną operację, bo jej noga była złamana w kilku miejscach. Lekarz powiedział, że trzeba cierpliwie czekać, aż się obudzi- skończyła opowiadać ze łzami w oczach.
- Mogę ją zobaczyć?
- Tak, rozmawiaj z nią, to podobno pomaga.
- Dobrze- ścisnąłem jej rękę i pchnąłem drzwi za którymi ujrzałem moją siostrę.
Wyglądała jakby całe życie z niej wyparowało. Miała zamknięte oczy i suche usta. Jej bladą twarz szpeciły siniaki. Do jej ciała było podpięte pełno kabelków i miarowo pikały jakieś urządzenia. Zrobiło mi się słabo. Moja kochana Gemma...
Niepewnie usiadłem na taborecie, który stał przy jej łóżku i delikatnie chwyciłem ją za rękę.
- Cześć siostrzyczko- zacząłem cicho. Oczywiście nie otrzymałem odpowiedzi- Wiem, ze ostatnio strasznie cię zaniedbywałem. Przepraszam... Gdybym był wtedy przy tobie, ten wypadek nie miałby wogóle miejsca. Wpatrywałem się w jej twarz szukając jakiejkolwiek reakcji. W moich oczach pojawiły się łzy. Wiedziałem, że dłużej tutaj nie wytrzymam. Zerwałem się z krzesła i z lejącym się strumieniem łez delikatnie pocałowałem jej blady policzek.
- Przepraszam... Kocham cię Gemm...- i wybiegłem z sali i skierowałem się prosto w silne ramiona mojego chłopaka, które od razu mnie objęły. Nie chciałem dłużej znosić widoku tych szarych korytarzy, ani zapłakanej mamy.
- Zabierz mnie do domu...
Nic nie mówiąc wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę schodów. Po drodze musiałem jeszcze raz spojrzeć w zapłakane oczy mamy, z którą szybko się pożegnałem tłumacząc jej, że  nie wytrzymam tu już ani sekundy dłużej.
- Przepraszam cię mamo, ale zrozum mnie, proszę... Jakby coś się zmieniło, zadzwoń do mnie, dobrze?
- Dobrze synku. Kocham cię.
- Ja ciebie też- objąłem ją, mocno przytuliłem i pocałowałem w policzek.
Zbiegłem po schodach. Louis stał na dole. Wyszliśmy na zewnątrz. Chłopak zamówił taksówkę, gdy żegnałem się z mamą, więc nie czekaliśmy długo. Bezsilnie opadłem na fotel i zamknąłem oczy. Niebieskooki wziął moje dłonie  w swoje i delikatnie gładził je opuszkami palców.
- Będzie dobrze, na pewno.
Po policzku spłynęła mi łza.
- Cii, nie płacz Curly, daj jej trochę czasu,  to silna dziewczyna, da radę.
Oparłem głowę na jego ramieniu. Starałem się powstrzymywać łzy, ale nie dawałem rady. Louis  co chwilę ocierał je, ale nic już więcej nie mówił. Podał mi chusteczkę i pozwolił wypłakać się do końca. Gdy poczułem, że wszystkie łzy wypłynęły i nie mogłem uronić już ani jednej, zasnąłem zmęczony płaczem i ostatnimi wydarzeniami.

~*~

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Z trudem otworzyłem oczy i rozpoznałem  znajome ściany i meble. Leżałem w naszej sypialni przykryty moim ulubionym kocem.
- Jak on się czuje?- usłyszałem znajomy głos Niall'a.
- Na razie śpi, strasznie to przeżywał- odpowiedział najcudowniejszy głos na świecie.
Z trudem wstałem z łóżka. Bolała mnie głowa. Pokonałem dystans dzielący mnie od mojego anioła i Niall'a.
- Już nie śpię.
- Idź odpocznij jeszcze chwilę, zrobię ci herbaty. Niall wchodzisz czy wracasz do domu, bo stoisz w tych drzwiach jak głupi.
- A mi też zrobisz herbatę?
- Tak.
- To zostanę.
Louis odsunął się niechętnie i zrobił miejsce chłopakowi, aby ten wszedł do środka. Blondyn  przemknął obok niebieskookiego i usiadł przy stole w kuchni, więc i ja się tam udałem. Mój chłopak zabrał się do robienia herbaty i po chwili postawił przede mną kubek parującego i aromatycznego napoju. Zawsze robił mi herbatę malinową, gdy byłem przygnębiony. Sprawiała, że choć na chwilę robiło mi się lepiej, zapominałem o smutkach, lecz gdy ją kończyłem wszystko powracało na nowo. Wtedy Louis brał mnie w objęcia i czule całował. teraz jednak było inaczej. Niall naprzeciwko nas bacznie mnie obserwował. Jego nie spotkał zaszczyt malinowej herbaty i dostał zwykłą, więc był trochę naburmuszony. Mój chłopak siedział spięty, bo nie wiedział o czym ma ze mną rozmawiać, a nienawidził  takiej ciszy, jaka w tej chwili panowała w naszej kuchni. Irlandczyk szybko dopił herbatę i wspaniałomyślnie zostawił nas samych, przytulając mnie mocno na odchodnym. Gdy zamknęły się za nim drzwi, Louis podszedł do mnie i
objął. Wdychałem jego zapach przez dłuższą chwilę, po czym pocałowałem jego szyję, a potem usta.
- Chcesz jeszcze herbaty?
- Poproszę.
Wziął mój kubek i zaparzył aromatycznego napoju. Podał mi go i przysunął się bliżej mnie. Chwycił moją dłoń w swoją i pocałował.
- Nie myśl o tym. Jak spałeś, dzwoniła twoja mama. Powiedziała, że jest coraz lepiej. Gemma poruszyła ręką. Zobaczysz, wyjdzie z tego szybciej niż ci się wydaje.
- Dziękuję Louis...
- Za co?
- Za to, że tu jesteś i mnie wspierasz. Gdyby nie ty- nie wiem, czy byłbym tym, kim jestem.
Pocałowałem go  czule w nos.
- Zjedz coś Harry. Nie jadłeś cały dzień.
Zaburczało mi w brzuchu.
- Dobrze.
Wstał i zaczął szykować mi kanapki. Nie wiem, czy gdyby nie wiadomość, że z Gemmą coraz lepiej, przełknąłbym cokolwiek, ale dzięki temu poczułem, że jest nadzieja. Po chwili przede mną wylądował talerz z kanapkami. Lou postarał się bardzo, robiąc uśmiechnięte buźki i serduszka z ketchupu. Zjadłem wszystkie i podziękowałem za nie mojemu chłopakowi soczystym buziakiem w usta. Przytulił mnie wtedy mocno i ponownie złączył nasze usta w długim i głębokim pocałunku.
- Mmm... Pyszne te kanapki zrobiłem.
Zaśmiałem się.
- Przepyszne- Pocałowałem go w czubek nosa i pobiegłem pod prysznic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz