środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 5



*Perspektywa Harry’ego*

Gdy wyjąłem telefon w autobusie  zobaczyłem 69  nieodebranych połączeń.  Oczywiście od mamy. Na śmierć zapomniałem! Miałem zadzwonić do niej zaraz jak zejdę ze sceny. Przez Louis’ ego oczywiście tego nie zrobiłem.  Pospiesznie wybrałem numer do mojej rodzicielki. Ona była zdolna do wszystkiego. Przeraziłem się, że mogła zadzwonić na policję.  Odebrała od razu, jakby cały czas siedziała przy telefonie. Niewiele się pomyliłem. Usłyszałem jej zapłakany głos.
- Harry, dziecko gdzie ty jesteś, co się z tobą dzieje?! Już chciałam dzwonić na  policję!
- Mamo uspokój się, nic mi nie jest, zaraz będę w domu.
- Co się stało?
- Nic, po prostu na przesłuchaniu poznałem kolegę i poszliśmy na lody.
- Mogłeś zadzwonić!
- Wiem, przepraszam.
- No dobrze, gdzie teraz jesteś?
- W autobusie.
- Za ile będziesz?
- Myślę, że za ok. 20 minut.
Wyjdę po ciebie na przystanek.
- Nie musisz mamo, poradzę sobie.
- Nie chcę słyszeć protestów! Będę czekać.
- Dobrze mamo- Wiedziałem, że dalsza kłótnia nie miałaby sensu, ponieważ jak się uprze to nie zmieni zdania.
- A jak tam casting? Jak ci poszło?
-Bardzo dobrze, przezwyciężyłem tremę i dałem czadu.
- Przeszedłeś dalej?
- Tak… Jesteś ze mnie dumna?
- Synku ja zawsze jestem z ciebie dumna, odkąd cię urodziłam.
- Naprawdę?
- Tak, i wiesz co?
- Co takiego?
- Myślę, że do twojego przyjazdu zdążę przygotować twoje ulubione ciasto.
- Dziękuję mamo, do zobaczenia. – rozłączyłem się i uśmiechnąłem na myśl o cieście. Zdążyłem już zgłodnieć.
Dojechałem szybko i już z daleka zobaczyłem sylwetkę mamy. Wysiadłem pospiesznie z autobusu, podszedłem do niej i mocno przytuliłem. Odwzajemniła uścisk i  ruszyliśmy w stronę domu.  Zapytała jeszcze raz o występ i  o Louis’ ego. Opowiedziałem jej o  nim.
- Wydaje się miły.
- I taki jest mamo.
-  Cieszę się, że poznałeś kogoś nowego.
- Ja też się cieszę- Uśmiechnąłem się na wspomnienie chłopaka.  – mamo?
- Tak kochanie?
- Czy Louis mógłby do nas wpaść na weekend?
- Nie widzę przeciwwskazań.
-Dziękuję, umówiliśmy się na piątek.
- Dobrze, przygotuję coś do jedzenia, a ty musisz troszkę posprzątać.
- Ok.
Doszliśmy do domu. Już na samym wejściu przywitał mnie uwielbiany przeze mnie aromat ciasta. Mama pobiegło do kuchni i wyjęła źródło tego zapachu z piekarnika. Poszedłem na górę się przebrać, a gdy wróciłem mama kładła na stół talerzyk z ciastem. Obok stał już sok pomarańczowy. Pochłonąłem go w trzech łykach. Mama widząc to dała mi dolewkę. Ciasto musiałem jeść niestety wolno, ponieważ było jeszcze ciepłe, ale i tak moje łakomstwo wzięło górę, co przypłaciłem poparzeniami języka. Nie przejąłem się tym jednak i poprosiłem o dokładkę.

*perspektywa Louis’ ego*

Podróż minęła mi szybko, bez żadnych przygód. Zaparkowałem przed domem. Otworzyłem drzwi i zastałem jak zwykle pustkę, rzuciłem kluczyki na stolik w korytarzu i poszedłem na górę. Wziąłem chłodny prysznic i przebrałem się w czyste ciuchy. Zszedłem do kuchni i nalałem sobie soku pomarańczowego z lodówki. Wziąłem szklankę i karton z sokiem i wyszedłem na taras. Usadowiłem się wygodnie na leżaku i próbowałem zrelaksować w popołudniowym słońcu. Moje myśli od razu powędrowały do Harry’ego. Jeszcze tylko kilka dni.  Przypomniało mi się, że jest takie coś jak internet.  Ruszyłem znowu na górę po laptopa i wróciłem ze sprzętem na taras. Odpaliłem go i zalogowałem się na facebook' a. Wpisałem jego imię i nazwisko, a gdy pokazało się jego zdjęcie, uśmiechnąłem się do siebie i wszedłem na jego profil. Przejrzałem wszystkie zdjęcia, choć było ich niewiele. ~o mój Boże jaki on jest śliczny~ przemknęło mi przez  myśl. Chciałbym z nim być…Potem wysłałem mu zaproszenie do znajomych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz