środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 10


- Może pójdziemy na rower?- Zaproponował Louis.- Zaprowadzę cię w moje ulubione miejsce.
- Bardzo chętnie.
Zeszliśmy na dół, do garażu. Louis wskazał na 2 rowery.
- Wybierz sobie, który chcesz.
Wybrałem czerwony, on natomiast wziął srebrno- czarny. Wyprowadziliśmy pojazdy z garażu i wsiedliśmy. Wyjechaliśmy z podjazdu i znaleźliśmy się za bramą. Chciałem skręcić w prawo, ponieważ ta strona wydawała mi się ciekawsza. Lou jednak wybrał lewą, więc pospiesznie ruszyłem za nim. ~Boże, jak ja dawno nie jeździłem na rowerze~ pomyślałem. Wjechaliśmy w polną drogę i mknęliśmy wzdłuż rzędów drzew. Dróżka ciągnęła się w nieskończoność. Nagle i niespodziewanie Lou  skręcił. Jechałem przed nim, toteż musiałem się cofnąć, bo nie raczył mnie łaskawie poinformować iż skręcamy. Uśmiechnął się figlarnie i zsiadł z roweru, gdyż nie było tu już drogi zdatnej do użytku. Zrobiłem to samo i prowadziliśmy rowery w milczeniu. Gdy dotarliśmy do rzędu drzew, Lou oparł rower o jedno z nich. Nie wiedząc, co kombinuje postawiłem rower obok jego i spojrzałem na chłopaka. Ten znowu się uśmiechnął i... zaczął wspinać się na drzewo. Szczęka mi opadła.
- Chyba żartujesz?!
Nic nie odpowiedział.
- Louis! Ja nie zamierzam złamać sobie nogi, albo ręki na same wakacje!
- Nie marudź, tylko wchodź! Nic ci się nie stanie, tu jest dużo gałęzi, łatwo pójdzie.
Niepewnie dotknąłem drzewa. Wydawało się solidne. Podciągnąłem się i położyłem stopę na gałęzi, cały czas trzymając się kurczowo drzewa. Spojrzałem w dół i zakręciło mi się w głowie.
- Aha!- Krzyknął Louis gdzieś z góry- nie patrz w dół!
- Dzięki za radę!- odkrzyknąłem. Kontynuując wspinaczkę, pamiętałem już o cennej wskazówce i udało mi się dogonić Lou. Ten już siedział wygodnie na jednej z gałęzi.
- To jest to twoje miejsce?
- Tak.
- I co w tym takiego fajnego?
Westchnął, wstał i ostrożnie podszedł do mnie. Złapał mnie za ramiona i obrócił.
- Zobacz tam- wskazał.
- Wow...
- I co, podoba ci się?
- Jest... cudownie- Przede mną roztaczała się panorama Doncaster.
- I ten zachód słońca... Lou... Nie wiem co powiedzieć...
- Nie musisz nic mówić.- Przysunął się do mnie i...  pocałował. Staliśmy na czubki najwyższego drzewa w okolicy, przy pomarańczowym, zachodzącym słońcu i się całowaliśmy. To było takie romantyczne. Nasze języki tańczyły ze sobą, jak ostatnie ciepłe promienie słońca wokół liści tego drzewa. Lepszego miejsca na pierwszy pocałunek z Lou nie mogłem sobie wymarzyć. On był wspaniały. Taki romantyczny i namiętny. Nie mówię tu tylko o Louis' m, ale też o pocałunku. W końcu zabrakło nam tchu i z niechęcią odkleiliśmy się od siebie. Nienasycony z wielką niecierpliwością czekałem, aż oddech nam się wyrówna i ponownie zaczęliśmy się całować. Jego usta były takie miękkie... Rozkoszowałem tak długo tą przyjemnością, aż... zemdlałem. Lou mnie nie puścił, ale z przerażeniem zaczął mną trząść.
- Harry! Co się z tobą dzieje? Ocknij się!
- Hmmm?
- No nareszcie. Harry, co ci jest? Zemdlałeś przy mnie już drugi raz!
- Wiesz... chyba zapomniałem o oddychaniu... Przepraszam.
- Nie przepraszaj... Tak świetnie całuję?
- No a nie?
- No nie wiem. Skoro mdlejesz przy mnie, to chyba tak.
- Hahaha no właśnie, tylko nie pęknij z dumy.
- A ty nie spadnij z zachwytu.
Przekomarzaliśmy się jeszcze chwilę, po czym uznaliśmy, że czas wracać. Pocałowaliśmy się jeszcze raz, tym razem bez przygód i ostatni raz tęsknie spojrzałem na ten cudowny widok. Lou zszedł pierwszy, a ja stawiałem kroki tam, gdzie on. Gdy znalazłem się na dole, wziąłem rower i ruszyłem za Louis' em. Uśmiechaliśmy się do siebie, ale nie rozmawialiśmy ze sobą. Trasę pokonaliśmy szybciej niż w tamtą stronę. Po chwili pojawił się zarys domu Louis' ego. Wprowadziliśmy rowery do garażu i weszliśmy do środka. Skierowaliśmy się na górę. Poszliśmy do pokoju Lou.Zaproponował kolację, na którą z chęcią się zgodziłem.

1 komentarz:

  1. Jej ten rozdziały są niesamowite awwww

    OdpowiedzUsuń