środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 15



- To co teraz robimy?- zapytał Harry odkładając swój talerz.
- A na co masz ochotę?
Uśmiechnął się pod nosem, ale nie powiedział tego, o czym myślał. Zamiast tego zaproponował:
- Może pójdziemy na zakupy? Są tu jakieś centra handlowe?
- Jasne, niedaleko.
- Masz ochotę?
- Możemy iść, ale myślałem, że zaproponujesz coś bardziej kreatywnego.
- Muszę sobie kupić jakąś koszulę, a ty mi przynajmniej doradzisz.
- No ok. Tylko może się najpierw przebierzemy?
Posprzątaliśmy pozostałości po grillowaniu i poszliśmy się przebrać. Uszykowaliśmy się w 5 minut i ruszyliśmy spacerkiem do centrum. Nieśmiało złapałem  Harry' ego za rękę, a ten uszczęśliwiony moim gestem ścisnął ją delikatnie. Szliśmy tak pod samo centrum handlowe, lecz potem stwierdziliśmy, że trzeba się puścić. Za dużo osób mnie tu zna.

~*~

Harry był gorszy niż dziewczyna. Latał od jednego sklepu do drugiego. Do przymierzalni brał po kilkanaście ubrań w każdym sklepie, co dawało łącznie sumę 5 godzin spędzonych na obiektywnym ocenianiu w czym wygląda najlepiej. Wybrał 2 koszule w kratę, jedną czerwoną, drugą zieloną, jeansy i 2 podkoszulki. Styrany życiem padłem na pierwsza, lepszą ławkę i próbowałem poczuć moje nogi. Chociaż może to i nawet lepiej, że ich nie czułem, bo mógłbym nie znieść tego bólu. Spojrzałem wyczerpany na Harry' ego, ale ten zamiast stać za mną, jak się tego spodziewałem, znowu wchodził do kolejnego sklepu. Wzniosłem oczy ku niebu i wyjąłem telefon. Włączyłem jakąś durną gierkę dla zabicia czasu i czekałem. Po chwili pobiciu mojego życiowego rekordu  przeszkodziło połączenie. Oczywiście od Harry' ego.
- Lou, gdzie ty do cholery jesteś?!
- Na ławce siedzę.
- Gdzie siedzisz?! Ruszaj tą swoją seksowną dupę do mnie, do przymierzalni. Nie wiem jaki kolor bluzy mam wziąć.
- Człowieku! Ludzie z głodu umierają, a ty zastanawiasz się nad kolorem bluzy? Bierz tą z prawej i chodź, bo głodny już jestem.
- Ok, już idę kochanie, tylko nie umieraj, bo też się zabiję z tęsknoty za tobą.
- Dobra, dobra, pospiesz się.
Wcisnąłem przycisk kończący rozmowę i czekałem. Harry pojawił się chwilę później.
- I jak zakupy?
- Świetnie.
- Idziemy coś zjeść?
- A na co masz ochotę?
- Na kebaba. - Odparłem bez namysłu.
- Ok.
- Zjemy i idziemy do domu?- Spojrzałem na niego surowo.
- Ale ty nic sobie nie kupiłeś.
- Bo nic nie potrzebuję.
- Mam pomysł. Kupmy sobie takie same bransoletki na znak miłości- Zaproponował Harry, a mnie spodobała się jego propozycja. Nie byłem fanem biżuterii, ale bransoletka, do tego znacząca tak wiele... Wybraliśmy te ze znakiem nieskończoności. Wydawały się najbardziej pasować do naszej sytuacji. Założyliśmy je i ruszyliśmy w drogę powrotną. Mijając aptekę coś mi się przypomniało. Wstąpiłem do niej, każąc poczekać Harry' emu na zewnątrz. Szybko kupiłem kilka rzeczy, schowałem je, aby Harry nie widział i wyszedłem ze sklepu. Mój chłopak przyglądał mi się podejrzliwie, ale o nic nie spytał. Ruszyliśmy do mojego domu, trzymając się za ręce. Harry co chwilę spoglądał na mnie, ale milczał. Weszliśmy do domu, przebraliśmy się i nie wiedzieliśmy, co mamy teraz robić. Ponowne wyjście na dwór nie wchodziło w grę, ponieważ był straszny skwar, a po wycieczce do sklepu byliśmy wyczerpani. Harry stwierdził, że chętnie wziąłby zimny prysznic i poszedł do łazienki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz