środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 25


 

- Cześć chłopcy, co robicie?
- Oglądamy telewizję!- odkrzyknąłem spiętym głosem- Mamo? Mogłabyś tu na chwilę przyjść?
- Tak, już.
Po minucie stanęła w drzwiach.
- Usiądź, chcemy porozmawiać.
Przeszła przez salon i opadła na fotel. Spojrzała na nas wyczekująco.
- Więc?
- Chcielibyśmy ci coś powiedzieć...
- No słucham- zaczęła się wiercić w fotelu. Wpatrywała mi się prosto w oczy.
- Mamo, bo ja... ja się zakochałem... ale... nie tak jak byś się tego spodziewała... ja... zakochałem się... w Louis' m... zresztą z wzajemnością.- Spojrzałem błagalnym wzrokiem na mojego chłopaka.
- Tak proszę pani. kocham pani syna, a on kocha mnie  jesteśmy razem i jesteśmy ze sobą szczęśliwi.
-...
- Mamo powiedz coś...
- Spodziewałam się tego, ale gdy to w końcu nadeszło jestem zaskoczona...
- Przepraszam- wyszeptałem cicho i spuściłem głowę.
- Harry, nie przepraszaj, nie masz za co. To się po prostu w sobie odkrywa. Cieszę się, że jesteście ze sobą szczęśliwi, naprawdę synku, chcę wszystkiego, co dla ciebie najlepsze. Jeżeli czujesz, ze Louis to ten jedyny, nie mam prawa ci tego zakazywać. Tylko...
- Tak? Co tylko mamo?
- Tylko szczerze mówiąc liczyłam na wnuki- Uśmiechnęła się delikatnie, a ja z Louis' m  wybuchnęliśmy równo śmiechem.
- Namów Gemmę- ponownie się zaśmiałem i objąłem moją rodzicielkę. Potem mój chłopak uśmiechnął się do niej nieśmiało i pocałował w policzek.
- Witaj w rodzinie Louis.
- Dziękuję
- Ja też dziękuję mamo.
- Nie ma za co Louis. Harry nie dziękuj. Jak już powiedziałam nie mogłabym zabraniać ci być szczęśliwym.
- Ale zawsze mogłabyś nie przyznawać się do syna geja.
- Przestań Harry. Niech wam się układa jak najlepiej.
- Dziękujemy- uśmiechnął się mój chłopak, a ja jeszcze raz  przytuliłem moją matkę.

~*~

Wieczorem, gdy wszyscy oglądaliśmy telewizję, Louis bezceremonialnie wpakował mi się na kolana. Siedzieliśmy tak przez cały wieczór wtuleni w siebie w obecności mojej mamy i siostry. W Holmes Chapel  spędziliśmy jeszcze tydzień, po czym postanowiliśmy odwiedzić dziadków Louis' ego. Po bardzo wylewnym pożegnaniu z moją rodziną wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Zajechaliśmy na miejsce nad wieczorem i zapukaliśmy do drzwi. Po chwili otworzyła je starsza kobieta o miłym wyrazie twarzy. Gdy nas rozpoznała, rozpromieniła się, a wokół jej oczu pojawiły się zmarszczki. Oczy miała podobne do Lou. Kształt jej ust również był znajomy. Mocno uściskała swojego wnuka, a potem przywitała się ze mną. Dziadek mojego chłopaka zaalarmowany okrzykami radości żony i zamieszaniem, jakie powstało, po chwili pojawił się na dole i również serdecznie nas powitał. Potem przybiegły dziewczynki.
- Cześć Louis, cześć Harry- powiedziała Lottie i rzuciła się  na nas zamykając w ciasnym uścisku. Następne do zgniecenia nas ustawiły się: Georgia, Fizzy, oraz bliźniaczki: Pheobe i Daisy. Gdy skończyły spojrzałem na niebieskookiego. Chłopak tylko się uśmiechnął przepraszająco i dalej prowadził uprzejmą rozmowę z Georgią. Byłem coraz bardziej zestresowany. Bałem się tego, co się zaraz wydarzy. Nogi zrobiły mi się miękkie i  musiałem podeprzeć się o ścianę, by nie upaść. Mój chłopak po chwili był przy mnie i podtrzymał mnie, wyganiając siostry do pomocy babci.
- Co się stało?- zapytał cicho.
- Boję się
- Shhhh będzie dobrze. Dziewczynki cię polubiły, a babcia nie może od ciebie wzroku oderwać. Zaczynam być znowu zazdrosny.
Poczułem się trochę lepiej. Już ściany wokół mnie nie wirowały.
- Oj już przestań zachichotałem.
- Kręci ci się jeszcze w głowie?
- Nie.
- To dobrze.

*Perspektywa Louis'ego*

- O czym wy tam tak szepczecie?- zapytała starsza kobieta stając w progu kuchni.
- O niczym babciu.
- Chodźcie, upiekłam ciasto- powiedziała i wróciła do kuchni by nakryć do stołu.
- Już idziemy- odkrzyknąłem, a do Harry'ego wyszeptałem cicho- Gotowy?
- Nie... Ale chodźmy.
Zaśmiałem się i ścisnąłem rękę lokowatego dodając mu otuchy.
- Nie martw się. Na pewno  będzie dobrze. Babcia jest tolerancyjna- powiedziałem i złożyłem delikatny pocałunek na malinowych wargach chłopaka w ciemnym kącie, w którym staliśmy. Niestety akurat wtedy przechodziła Lottie. Gdy nas zobaczyła, jej oczy się rozszerzyły, a potem zaszkliły. Odwróciła się na pięcie i pobiegła do swojego pokoju trzaskając drzwiami tak mocno, że ściany się zatrzęsły.
- Co jej jest?
- Nie wiem, ale chyba pójdę to sprawdzić.
- To ja pójdę do twojej babci. Nie wspominać jej jeszcze o nas?
- Nie, powiemy jej to razem.
- Ok. Tylko wróć szybko.
- Postaram się
 Cmoknąłem go jeszcze raz tym razem oglądając się wokół, czy nikt nas nie zobaczy. Poszedłem na górę, do pokoju siostry. Zapukałem delikatnie, ale nikt nie odpowiedział. Uchyliłem ostrożnie drzwi i wszedłem do środka. Lottie miała słuchawki w uszach i siedziała na łóżku, tyłem do mnie. Podszedłem bliżej i usiadłem obok niej. Podskoczyła przestraszona i  szybko schowała coś, co  trzymała w ręce. Płakała. Wyjęła jednym szarpnięciem słuchawki z uszu. Ze złością zapytała nie patrząc na mnie.
- Czego chcesz?
- Co się stało?
- Jesteście razem tak?
- Kto?- Udawałem idiotę.
- No ty i ten... Harry- Imię mojego chłopaka wymówiła z lekkim obrzydzeniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz