środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 21


  10 tygodni później...

Szło nam tak dobrze.Nie spodziewaliśmy się, że dojdziemy aż do finału. Ćwiczyliśmy całymi dniami, by wypaść jak najlepiej. W końcu nadszedł wielki dla nas dzień. Mieliśmy nadzieję na wygraną, ponieważ nasi fani byli niesamowici; całkowicie nam oddani. Wspierali nas przez cały czas. To dzięki nim zaszliśmy tak daleko. To od nich i przede wszystkim dla nich czerpaliśmy siłę, potrzebną do kolejnych etapów. Byliśmy bardzo podekscytowani, ale też stremowani.

~*~

Występ wypadł znakomicie. Opłaciły się te wszystkie dni spędzone na  ćwiczeniach i przygotowaniach. Przyszedł czas na ogłoszenie wyników. . Wyszliśmy z Simonem  na scenę i czekaliśmy w napięciu, złączeni w grupowym uścisku.
- Zwycięzcą finału 7 edycji X Factor jest...
-...
-... Matt
Zrobiło mi się przykro. Z resztą nie tylko mi. Simon pokładał w nas takie nadzieję. Głęboko wierzył, że wygramy... Niestety, zawiedliśmy...Wszystkim w kącikach oczu czaiły się łzy. Czekaliśmy jeszcze na ogłoszenie drugiego miejsca...
- Drugie miejsce zajmuje...
- ...
-... Rebecca.
Podeszliśmy pogratulować Mattowi i Rebecce.
Tak świetnie się tu czuliśmy, poznaliśmy się, staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi i co? Wszystko miało się tak nagle zakończyć? A co z fanami? Nie mogłem tego pojąć, że to już koniec. Wypowiedziałem się na głos o tym, jak  świetnie się tu bawiliśmy. Dałem ulecieć swojemu smutku i żalu, ale byłem też szczęśliwy, że wogóle tu jestem. Przecież mógłbym wogóle nie przyjść na casting, nie poznać Harry' ego, nie być w zespole. Nie wyobrażałem sobie teraz takiego życia...
- To nie jest koniec One Direction- Mówił Zayn.
- To jest dopiero początek dla tych chłopców- wypowiedział swoją opinię Simon.
Miałem nadzieję, że okaże się to prawdą...

~*~


*perspektywa Harry' ego*

Dotrzymaliśmy słowa danego fanom. Nagraliśmy piosenkę, a do niej teledysk. Świetnie się bawiliśmy kręcąc video do "What makes you beautiful". Nie sądziliśmy, że odniesie taki sukces. Potem były kolejne i przyszedł czas na płytę. Studio stało się naszym drugim domem. Zdarzało się, że tam spaliśmy, bo nagrywaliśmy do późna, apotem byliśmy zmęczeni i nikomu nie chciało się wracać do domu. Aby było wygodniej, wszyscy zamieszkaliśmy w Londynie na jednym osiedlu. Nie byłem jeszcze pełnoletni, więc Louis wziął mnie pod swoją opiekę toteż mieszkaliśmy we dwójkę w jednym domu, z czego byłem bardzo zadowolony. Reszta była niedaleko. Byliśmy sąsiadami.

~*~

Mieliśmy akurat wolny dzień. Siedzieliśmy na tarasie przed domem i rozmawialiśmy. Usadowiłem się na kolanach Louis' ego i co chwilę raczyłem go słodkim pocałunkiem, na co chłopcy się lekko krzywili i odwracali głowę w drugą stronę. Bawiło mnie ich zachowanie, Louis' ego zresztą też, bo po każdym takim incydencie wybuchał głośnym śmiechem.
- Chłopcy, ja rozumiem, że się kochacie i tak dalej, ale moglibyście te czułości zachować na później.
- Ale po co, skoro możemy cieszyć się sobą również teraz...- Uśmiechnąłem się i pocałowałem Louis' ego po raz kolejny, co znowu wywołało  pomruki zniesmaczenia.
- Chciałbym tylko uprzejmie przypomnieć, że to nasz dom i możemy się tu całować czy wam się to podoba czy nie- powiedział Louis.
- Ale moglibyście chociaż na chwilę przestać? Rzygam  już tą słodyczą- zbulwersował się Liam. Nie mamy nic przeciwko waszemu związku, ale kurwa liżecie się 24/7 ile można?!
- Może soku? Pójdę przygotować dla każdego- zaproponowałem, bo nie chciałem się już kłócić. Zdałem sobie sprawę, że te kłótnie pojawiają się w zespole zbyt często i zawsze dotyczą naszego związku.
Wstałem i poszedłem do kuchni. Wyciągnąłem 5 szklanek i nalałem do nich zimnego soku prosto z lodówki. Po chwili wszedł Louis. Podszedł do mnie i przytulił od tyłu.
- Przepraszam.
- Za co?
- Znowu spieprzyłem.
- Przestań... To normalne, że jak ludzie się kochają, to okazują sobie czułość. Oni to zrozumieją dopiero jak się zakochają. Chodź tu do mnie-powiedziałem i przyciągnąłem go jeszcze bliżej. Przytuliłem go mocno i złączyłem nasze gorące wargi w czułym pocałunku. Louis podniósł mnie i przyparł do ściany. Oplotłem nogami jego uda. Całował moje rozpalone wargi wplatając swoje dłonie w moje loki.
- Macie coś do je... Oj przepraszam...- Powiedział Niall cofając się z kuchni. Wyplątaliśmy się ze swoich objęć i Louis powoli mnie postawił. Poprawiłem włosy i koszulę i cały czerwony wziąłem 3 szklanki z sokiem. Louis wziął pozostałe 2 i wyszliśmy z kuchni na taras. Postawiliśmy przed chłopakami i usiedliśmy na kanapie, lecz już nie zająłem miejsca na kolanach Louis' ego, tylko obok niego. Niall sięgnął po szklankę i podejrzliwie patrzył w jej zawartość.
- Nie ma tam nic, czego mógłbym się brzydzić?
- Nie Niall, nie robimy tego w kuchni.
Chłopcy się zaśmiali. Ucieszyłem się, że w końcu udało nam się rozładować atmosferę panującą między nami.
- Wtedy chciałem się zapytać, czy macie może coś do jedzenia, więc ponawiam pytanie.
- Idź zobacz w lodówce. Tylko nie zeżryj wszystkiego.
- Postaram się- zachichotał i poszedł do kuchni. Wrócił po 10 minutach z talerzem pełnym kanapek.
- Niall? Ty zamierzasz to wszystko zjeść?
- Tak, a co, żałujecie mi?
- Jak ty to robisz? Tyle jesz, a nie tyjesz.
- Mam talent- odparł krótko i zaczął pochłaniać kanapki w błyskawicznym tempie. Patrzyliśmy jak kolejne znikają w jego buzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz